Jakie przywództwo?

„Przyszłość zaczy­na się dzi­siaj, nie jutro.” Dwa dni temu odbyło się pierwsze posiedzenie Zarządu wybranego w sobotę, a dziś Iwona pisze jak wyobraża sobie JUTRO KOD.

Iwona Szymaniak

Walne, Walne i po Walnym … Nie chciałam pisać na gorąco po Walnym, bo spisywane na gorąco wrażenia i refleksje są naładowane emocjami powyżej czubka głowy, co grozi utonięciem.

Nie chciałam pisać na gorąco po walnym, bo spisywane na gorąco wrażenia i refleksje są naładowane emocjami powyżej czubka głowy, co grozi utonięciem.

Nie będę pisać o wynikach wyborów. Mam tylko wielką prośbę do osób, które nie uzyskały wystarczająco wysokiego poparcia, aby nie postrzegały się jako przegrani. Jeśli w ogóle otrzymaliśmy jakieś głosy, to znaczy, że w KOD-zie są ludzie, którzy myślą podobnie i jest z kim budować sojusze do tego, co planowaliśmy lub chcielibyśmy robić, sojusze do realizacji naszej wizji i pomysłów. I to jest cenna wiedza oraz wartość dodana wyborów.

Przyszłość
Chcę parę słów poświęcić przyszłości i zapytać naszego nowego przewodniczącego i nowy Zarząd, jakie mają plany wobec obecnego stanu umysłów naszej mazowieckiej grupy, bo widzę, że nadal nie wychodzimy z okopów, że ziemię niczyją między okopami ciągle z powodzeniem uprawia PiS.

Do zadania tego pytania skłoniło mnie pewne zdarzenie, z którego do dzisiaj nie potrafię się do końca otrząsnąć, choć teraz mogę o nim napisać na chłodno.

Otóż rano na walnym przywitałam się z jedną z koleżanek, z którą znamy się z realu i z którą miałyśmy okazję bliżej współpracować przy ważnych projektach. Znamy swoje poglądy, które są dość zbieżne, szanujemy się i lubimy. Informuję ją, że podjęłam mimo wszystko decyzję o kandydowaniu na delegata. W odpowiedzi pada pytanie zadane napastliwym (nigdy dotąd tak nie rozmawiałyśmy) tonem: A jaki jest twój stosunek do Mateusza?

Takie pytanie nigdy nie powinno paść, bo mojej (naszej, każdego członka stowarzyszenia) przydatności dla KOD-u, mojej wiedzy i umiejętności nie definiuje stosunek do Mateusza, do jego kierowania lub nie KOD-em mazowieckim czy ogólnopolskim. Jestem jednostką autonomiczną (i te osobiste refleksje przenoszę na każdego z nas) i niezależną. Poza tym bardzo sobie cenię wolność i niezależność myślenia. Nie tylko własną. Dlatego tak bardzo odpowiada mi idea turkusowego KOD-u i nie potrafię się odnaleźć w aplauzach dla wodzowskiego stylu sprawowania przywództwa i okrzykach „Wodzu, prowadź!”. One wręcz wzbudzają mój lęk.

Dlatego jestem pełna niekłamanego podziwu i szacunku dla Mirka Michalskiego, lidera z Łodzi, z którym mam zaszczyt brać udział w szkoleniu dla liderów. Wiem jak działa łódzki region i jaki mają styl przywództwa a właściwie współpracy  koderów. Zajęcia liderowania w kolorze „turkus” prowadzą już od pewnego czasu przez dwie wspaniałe warszawskie koderki; one także działają „turkusowo”.

W gruncie rzeczy uważam, choć realia temu przeczą, że Kijowski ma podobną osobowość predestynującą go do uprawiania takiego właśnie stylu zarządzania, a osoby, które się dla niego otaczają murem i odgradzają go od inaczej myślących koderów, wyrządzają mu krzywdę, gwałcą jego psychikę, a w istocie szkodzą nam, koderom, i całemu ruchowi. Moje przekonanie wnoszę z obserwacji zewnętrznych i doświadczenia życiowego. Nie należę do groupies Mateusza, choć na niego głosowałam, ale muszę przyznać, że nie byłabym też fanką żadnego innego tak lansowanego przywódcy. W młodości „nie sikałam po nogach”, gdy Rolling Stones występowali w  Sali Kongresowej i nie wieszałam plakatów z Beatlesami na ścianie swojego pokoju. Przekonuję się do wartości. Nie przywiązuję się do ludzi, którzy je uosabiają lub są ich głosicielami. Jestem zwolenniczką różnorodności i swobodnego ścierania się różnych, nawet bardzo odmiennych koncepcji. Różnorodność jest naszą siłą. Jednomyślność będzie dla nas zabójcza. Chętnie przecież piętnujemy i potępiamy takie podejście u innych, zwalczamy je, a nawet otwarcie mu się sprzeciwiamy.

Przywództwo wodzowskie czy partycypacyjne?

Jacek Santorski, który specjalizuje się w psychologii przywództwa, w jednym z wywiadów powiedział o nas, Polakach, dosadnie i w mocnych słowach: „Korzystając z najnowszych technologii, (…) na poziomie naszych emocji, relacji (…) nasz mindset jest w większości folwarczny. To znaczy, że jest jeden kapryśny przywódca, który podporządkowuje sobie kluczowe osoby, niezależnie od tego, co na ten temat mówi system. I co więcej, ten mindset jest rodzajem zbiorowego nastawienia, zbiorowego programu, obejmującego także podwładnych”.

I dalej: „polski paradoks polega na tym, że budujemy demokrację przy użyciu niedemokratycznych instytucji [bronimy także]. Wszystkie polskie partie polityczne są wodzowskie, a polską zieloną wyspę – imponującą całemu światu – zbudowaliśmy za pomocą małych i dużych dyktatur biznesowych”.

Te rozważania prowadzą mnie nieuchronnie do wniosku, że Polak tak ma, że nasza zbiorowa psychika woli jednak „ucieczkę od wolności”. Polak? Ten Polak nieustannie podejmujący walkę o wolność, Polak, „co dzieckiem w kolebce łeb urywał Hydrze, a młodym dusił centaury?”. Wychowany na romantycznych kanonach i bohaterach wadzących się nawet z Bogiem? Przyznam, że ta wiedza jest dla mnie źródłem dysonansu poznawczego, choć może pozwala lepiej zrozumieć przyczyny poparcia dla PiS-u i stosunkowo nikłej akceptacji protestów skierowanych przeciwko poczynaniom tej partii. Zresztą z Frommowskiej „Ucieczki od wolności” i obserwacji trendów na całym świecie wynika, że niestety nie tylko Polacy tak mają. Parafrazując Fromma, „jeżeli chcemy zwalczyć PiS*, musimy go zrozumieć. Zbożne chęci w niczym nam nie pomogą. A deklamowanie optymistycznych formuł okaże się równie nieadekwatne i nieskuteczne, jak indiański rytuał taneczny na intencję deszczu.

Poza problemem ekonomicznych i społecznych warunków, które zrodziły pisizm, istnieje jeszcze problem ludzki, wymagający zrozumienia. (…) Analiza ludzkiego aspektu wolności i autorytaryzmu zmusza nas do rozważenia problemu ogólnego, a mianowicie roli, którą czynniki psychologiczne odgrywają jako aktywne siły w procesie społecznym; a to ostatecznie prowadzi do problemu wzajemnego oddziaływania czynników psychologicznych, ekonomicznych i ideologicznych w procesie społecznym. Każda próba zrozumienia atrakcyjności, jaką PiS ma dla naszego narodu, zmusza nas do uznania roli czynników psychologicznych. Mamy tu bowiem do czynienia z systemem politycznym, który, w zasadzie, nie przemawia do racjonalnych sił opartych na interesie własnym jednostki, lecz wyzwala w człowieku i  mobilizuje siły diaboliczne, które – jak wierzyliśmy – wcale nie istnieją albo przynajmniej już dawno wymarły”.

Czeka nas mnóstwo wielotorowej pracy, działamy na co dzień i nieco po omacku szukamy odpowiedzi. Część tego ogromu działań została już wykonana w ramach „Przestrzeni wolności” lub w innych regionach, ale nie korzystamy z tego dorobku, przedkładając – wbrew wcześniejszym deklaracjom – doraźność nad strukturalne myślenie o przyszłości. Nie jest to tylko naszą wadą. Opozycyjne partie polityczne popełniają ten sam błąd, ale to temat odrębnych rozważań.

Co dalej?

KOD-owi zdecydowanie potrzeba niefolwarcznego zarządzania. Potrzeba mu uczestnictwa i zaangażowania członków i sympatyków. Wodzowski styl przywództwa, zamknięcie w silosach (małych grupach), sektowość prowadzą nas donikąd. Zadaję pytanie, jakiego przywództwa chcemy, nie tylko naszym nowym liderom de nomine. Demokracja to partcypacyjność, co czasem bywa uciążliwe, bo trzeba spotykać się z ludźmi, z członkami, rozmawiać z nimi i debatować, wspólnie wypracowywać cele i metody ich realizacji w dyskusjach i w burzach mózgu, a nie przyjmować jako odgórnie narzucone koncepcje. Moim zdaniem tylko takie podejście jest w stanie utrzymywać w ludziach żar pierwszego marszu z 12 grudnia 2015 roku, innowacyjność i kreatywność, krzesać z nas ogień aż iskry pójdą. Podmiotowość, ten słynny amerykański empowerment, członków jest niezwykle ważna. Obawiam się, że na akcje proponowane na tydzień lub przed terminem ich realizacji ze z góry narzuconymi hasłami będzie przychodzić coraz mniej ludzi.

Zadaję to pytanie sobie, a także wszystkim członkom mazowieckiego i krajowego KOD-u. Ubiegły gorączkowy rok pełen wzniosłych chwil i ważnych, wręcz doniosłych wydarzeń, ale i błędów, które będą nam jeszcze jakiś czas szkodzić, nie udzielił wiążącej odpowiedzi w tej sprawie. A ta kwestia wydaje mi się bardzo pilna. Udzielmy sobie samym odpowiedzi na pytanie nie kto, ale jak? Już wiemy kto i dalsze deliberowanie na ten temat jest bezproduktywne.

Iwona Szymaniak, KOD-kapelantka, ale również członkini innych grup, koderka z krwi i kości, wolny człowiek, liberalna lewaczka

________________________
* fragmenty zaadaptowane do polskiej rzeczywistości zaznaczyłam tłustym drukiem

Źródła:
Fromm Erich, „Ucieczka od wolności”, Warszawa: Czytelnik, 2014.

Mickiewicz Adam, „Oda do młodości”, Wolne lektury, wydanie cyfrowe: http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/oda-do-mlodosci.pdf dostęp: 31.01.2017.
Santorski, Jacek, wywiad w ITWiz, „Polski, folwarczny sposób zarządzania”, wydanie cyfrowe: http://itwiz.pl/polski-folwarczny-sposob-zarzadzania/, dostęp: 31.01.2017.

Komentarz

  • 3 lutego 2017 21:56
    Permalink

    Dobry artykuł. Popieram większość zawartych pomysłów. Jednak w każdej skutecznej organizacji musi byc „wódz” ktory na daje kierunek całosci, który pociąga za soba, inspiruje pozostałych. Definiuje misję. Potem oczywiście jest empowerment, delegacja uprawnień (czyli więcej niz samej odpowiedzialności) „w dół”.
    Każdy członek musi znać misję. [Tu w KODzie mamy problem, bo czy to jest budowa społeczeństwa obywatelskiego czy walka z obecną władzą.] To zadanie lidera: jasno wyartykułować misję/zadanie (np. „zdobyć to wzgórze”. ) Potem jak to zrobić, jak rozdzielić zasoby – tu potrzebny jest team specjalistów z różnych dziedzin. Tu wódz musi sie zdać na mądrość zespołu. Wódz musi sam móc dobrać sobie zespół.
    Do tej pory w KODzie nie było jeszcze walki o zasoby, bo takie były znikome. Ale walka o zasoby (pieniądze, czas ludzi) to typowe zjawisko w tego typu organizacji. Trzeba umieć po prostu tym zarządzić, uzgodnić ze wszystkim zasady na jakich zasoby będą przyznawane.
    Mając misje wpisaną na czole, każda jednostka tworzy, realizuje swoje pomysły, czasem sama, czasem inspirując inne ….. itd długo mozna pisać.
    Póki co najważniejsze jest jasne określenie misji KODu. Wiem że jest zapisana w statucie, ale wiekszosc członków ma inna misje w głowie. jesli tego nie wyjasnimy, to cala reszta zawsze będzie kulała.

    moje 3 grosze

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij