Czy idziemy drogą Turcji?

Lider Partii Rozwoju i Sprawiedliwości najwyraźniej chciałby zostać tureckim sułtanem. Lider Prawa i Sprawiedliwości raczej sułtanem zostać nie chce. A na pewno nie tureckim. Wydaje się jednak, że  pomysły na rządzenie państwem panowie mają podobne.

Po nieudanym puczu w Turcji, który coraz wyraźniej wygląda na wydarzenie reżyserowane przez władze tego kraju, a w Polsce wybuchła dyskusja, czy nasz kraj i jego prezes zdążają tą samą drogą. Czy i u nas – prędzej czy później ‒ dojdzie do kontrolowanego przez służby specjalne wybuchu, który da pretekst władzom do zrzucenia miękkich rękawiczek.

Zwolennicy  PiS gwałtownie takim supozycjom zaprzeczają, a argumenty mają nie byle jakie. Przecież sprawą oczywistą jest, że Recep Tayyip Erdogan, który jawnie zmierza do roli tureckiego sułtana, wyraźnie różni się od Jarosława Kaczyńskiego. A to dlatego, że:

‒ W nazwie jego partii jest Sprawiedliwość i Rozwój – a nie mniej nośne Prawo.

‒ Pochodzi z dzielnicy Kasimpasa, mniej snobistycznej niż Żoliborz.

‒ W młodości grał w piłkę nożną, a nie w filmie.

‒ Z wykształcenia jest ekonomistą, nie prawnikiem.

‒ Nie jest pasjonatem posługiwania się marionetkami, rządzi sam.

Jak z tego widać, możemy być spokojni. Erdogan i Kaczyński są zdecydowanie różni… Nic nam nie grozi. Prawda?

Andrzej Wiktorowicz

Fot.  Prime Minister’s Office from Greece (CC BY-SA 2.0), via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij