Husaria KOD-u

Boże, co za impet! Wpadli w dym…  Aż zagrzmiało coś i dźwięk się uczynił, jakby w tysiącu kuźni kowale młotami bili.  Tu huk, armaty grzmią… widzimy ich, gdy wiatr dym zwieje. (…) Wszystko pierzcha, wszystko się wali, rozstępuje, idą jak gdyby ulicą… bez mała przez całą armię już przeszli!*

Anna Dysińska

Idea moto_KOD urodziła się już dawno. Gdzieś między demonstracją 3 grudnia zeszłego roku, a pierwszym spotkaniem KOD Akcja, które odbyło się zaraz potem. Mateusz przyjechał na motocyklu, Sławek także, a że gość z niego energiczny, zasugerował urządzenie zlotu motocyklistów pod patronatem KOD. I oczywiście obaj nic lub niewiele w tym kierunku uczynili. Ojczyznę z opresji ratowali… wiadomo, jesienno-zimowy maraton demonstracyjny. Spotykali się pod licznikiem, ale bez motocykli.  Zima się skończyła, więc motocykliści porzucili samochody i przesiedli się na to, co lubią najbardziej. Pod licznikiem pojawił się Przemek, Robert, Bohdan, Włodek, Adam, Ania, Piotrki. Kiedy inni tylko dywagowali, Piotr twardą ręką zarządził działania i powstała grupa  moto_KOD.

Husaria KOD-u
Fot. Beata Chojnacka

Zaczęły się wspólne wyjazdy, obstawianie  imprez, marsze. Siedlce, Lublin, Radom, Gdańsk, w wakacje przelot w rocznicę powstania warszawskiego. Koordynator Regionu Mazowsze, organizator większości marszów KOD, w trosce o bezpieczeństwo manifestantów na początku nie chciał ich wpuszczać na czoło marszów. Doszkalali się i docierali. Teraz są wyjątkowo zgraną grupą, choć są bardzo różni. Jest wśród nich prezes wielkiej korporacji, student, szkoleniowiec uczący tramwajarzy, urzędniczka, prawnik, dwóch psychologów, samorządowiec, pilot, chemik, emeryt i ślusarz robiący ogrodzenia. – Inżynierowie są w mniejszości, ale są źródłem najlepszych dowcipów – twierdzi Sławek. Jednak proszony o opowiedzenie „branżowego dowcipu” zarzeka się, że nie jest przewidziany dla damskich uszu.

Husaria KOD-u
Fot. Adam Wiśniewski

Jak mówią: „nie łączą nas motocykle, łączy nas KOD”. Ktoś ma harleya, ktoś inny skuter, ktoś inny małą 125. Wszystko jedno. To jest KOD, szanują się bez względu na rodzaj posiadanego sprzętu. Nieważne, czy dosiada harleya davidsona za 100 tys. zł, czy koreańskiego minimotorka. Ba, nawet brak motocykla nie dyskwalifikuje. Do grupy należą ludzie, którzy jeszcze nie mają maszyny albo jeszcze nie wiedzą, że już niedługo bardzo będą chcieli ją mieć. Albo jak Luiza, która jeździ na nie swoim motocyklu i jest na każdej imprezie. A Luiza to osobny rozdział historii…  Luiza to dobry anioł moto_KOD-u. – Przed pierwszym marszem – wspomina Piotr – gdy jechaliśmy na froncie, potrzebny był ktoś, kto by dyrygował ruchem; ważne jest tempo jazdy zgodne z tempem maszerujących oraz zmiana szyku, żeby było elegancko. Luiza jedzie na pierwszym motocyklu, tyłem do kierunku jazdy, przodem do nas. I pokazuje nam, co mamy robić. To jest nasza Marusia, a my jesteśmy jej pancernymi.

Husaria KOD-u
Fot. Beata Chojnacka

Są wśród nich małżeństwa, ale ojciec z córką także. – Mam całą rodzinę motocyklową. Ojciec, mama kibicuje… A mój partner nie jeździ tylko dlatego, że pracę ma wyczerpującą – mówi Mai. – Poznaję fajnych ludzi z różnych środowisk i miast. Najwięcej ze stolicy, ale są w moto_KOD też motocykliści z Bydgoszczy, Wrocławia, Przemyśla, Niska, Łodzi, Zamościa, Lublina, Słupska, a nawet z Arizony.

O tym, że miłość do motocykli wchodzi w krew, świadczy zdjęcie z archiwum jednego z członków grupy. Dziadek, Babcia i Stryj Piotra uwiecznienie zostali na Harley’u Davidsonie pod domem w Wesołej k. Warszawy (rok 1928).Husaria KOD-u

Mają fantastyczne pomysły i często idą na spontan. Tak było w przypadku „lotu promująco-ćwiczebnego”. Ktoś na  facebooku rzucił pomysł, ktoś doprecyzował trasę i wyszła niezła wyprawa. Start jak zwykle spod licznika, potem kawalkadą na południe (jak czytam w opisie na fb) „pomachamy Konstancinowi, a stamtąd do paszczy kaczki – lans przez Górę Kalwarię, gdzie (jeśli nie spalą nas na stosie) to kierunek piękny zamek w Czersku; tam krótki popas i główny punkt programu, bo spróbujemy odnaleźć legendarne „Wilkowyje”. Polansowali się w Górze, na stosie ich nie spalili, w Jeruzalu obowiązkowo zrobili sobie zdjęcie na ławeczce.

Husaria KOD-u
Fot. Beata Chojnacka

Ostatnia wyprawa (relacja na końcu artykułu) była najdłuższa i najlepsza (jak twierdzą). Wypad do Gdańska zaczął się dzień wcześniej, żeby spokojnie dojechać, w Orzechowym Dworku zrobić odprawę („integrację” także, bo pojechał z nimi Młody KOD, a wiadomo, jak się młodych traktuje), rano na Westerplatte złożyć kwiaty (tu już dołączył do nich Mateusz), a następnie na czele marszu „Dość dyktatury” pojechać w 20 maszyn. Ale dopiero potem zaczęła się zabawa, bo pogoda im nie sprzyjała. W sobotę było gorąco, drugiego dnia okropnie deszczowo. Wspomina Piotr: – Wylewanie wody z kasku na światłach jest pyszną rozrywką, a obserwowanie wody wychlapującej się z cholewek butów podczas wesołego przytupywania pozwala wspomnieć beztroskie dzieciństwo. Twierdzi, że 500 km z Gdańska do Warszawy jechał dziewięć godzin, bo na trasie zaliczył – Dwie burze, jedną z piorunami, drugą z gradem, oberwań chmur nie liczyłem. A Darek, który mieszka na południu Polski, dodaje, że warunki powrotu były ekstremalne: – Za Łodzią chyba trąba powietrzna wystąpiła, bo cała autostrada usłana była dywanem z liści i gałązek. A tego, jakim cudem w Toruniu dwa razy płaciłem za autostradę, to jeszcze nie rozkminiłem – dodaje. Inny pod Gdańskiem ukuł hasło: „Nie ma motocyklistów źle ubranych, są tylko źle zafoliowani”.

Husaria KOD-u
Fot. Katarzyna Pierzchała

Mają swoje zwyczaje. Obowiązkowo po powrocie z trasy meldują się na grupie facebookowej, a karą za zaniedbanie  jest ochrzan (i słusznie). Mają swoje szkolenia (bezpieczeństwo, szyk w paradzie przed marszem). Wspierają się w trudnych chwilach (tak jak było w wypadku śmierci jednego z nich i akcji pomocy wdowie).  Mają swoje plany (Potrzebny sprzęt! Konkretnie krótkofalówki, więc sponsor mile widziany).

– Dziś kamizelka z napisem „moto_KOD” jest powodem do dumy – mówi Sławek. – Nasze relacje przypominają relacje rodzinne.  Dbamy o siebie. Dbamy o swoje bezpieczeństwo. Jesteśmy potrzebni, a jak bardzo, to pokazał ostatni przejazd do Gdańska.

Husaria KOD-u
Fot. Beata Chojnacka

Podczas imprezy integracyjnej wznieśli puchary i jak wspominają ze śmiechem, „nie za zdrowie Kaczyńskiego, bo aż tak to nie,  ale za to, że dzięki niemu mieliśmy szansę spotkać się i stworzyć znakomitą ekipę ludzi gotowych nie tylko protestować, ale będących autentyczną społecznością, bez mała plemienną. To wielka sprawa, i ogromny kapitał na przyszłość. Tego PiS powinien się bać”.

PiS-ie drżyj, husaria KOD nadciąga!

Anna Dysińska

Do grupy Moto_KOD można dołączyć jeszcze przed marszem 24.09 https://www.facebook.com/groups/motoKOD/?fref=ts lub drogą mailową [email protected]

*

Cytat pochodzi z Potopu Henryka Sienkiewicza

Spot grupy …

 

… i relacja z Gdańska.

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij