Holland o nas samych

Obejrzałem „Pokot” i mnie „trafiło”. Może byłoby inaczej, gdyby nie atak rządzących na polską przyrodę… A może nie?

Bogusław Stanisławski

Tak więc piszę: nie recenzję – do kina chodzę rzadko i nie mnie oceniać film wedle „wzorców z Sèvres” – a bardzo osobisty komentarz. Nie przeszkadza mi w nowym filmie Agnieszki Holland typologiczne przemieszanie thrillera, kryminału i moralitetu, przesadne może moralizowanie i ostry podział na „złych” i „dobrych”, bo wyłania się z tego kapitalna – moim zdaniem – ilustracja naszej kondycji, obraz tego, jacy jesteśmy i kto przy urnie wyborczej zdecydował o naszej rzeczywistości. 

Prowincjonalne miasteczko zagubione wśród bajkowej wprost przyrody w Dolinie Kłodzkiej, jego elita – to wpływowy Biznesmen, Prezes, Komendant posterunku i fanatyczny Kapłan. Dominują nad wszystkim: nie tylko nad żyjącymi w tej baśniowej krainie dzikimi zwierzętami, których zabijanie stanowi ich rytualną rozrywkę. Również nad ludźmi. Dają pracę, stanowią miejscowe prawo, stwarzają klimat: całkowita zależność jest ceną za skromną, spokojną egzystencję i jest to społecznie akceptowane – tu tak było zawsze.

Holland o nas samychOczywiście, lejtmotywem są zwierzęta, a ściślej – bezduszny, przedmiotowy stosunek człowieka do innych istot żyjących, konfrontacja bezbronnego świata przyrody z brutalną ludzką agresją. To w obronie tego świata staje podstarzała ekscentryczka traktowana przez „miejscowych” jak lokalna wariatka. Ma za sobą ciekawe życie, o którym nikt nie wie, dorabia do emerytury jako nauczycielka angielskiego, mieszka w zagubionej wśród gór chacie, upaja się fascynującą przyrodą. To ona występuje w obronie bezbronnych zwierząt masowo zabijanych na polowaniach, wbrew obowiązującym przepisom ochronnym bądź chwytanych przez kłusowników we wnyki. Niemal samotnie – bo zyskuje zrozumienie kilku tylko osób, każda z nich „z problemami” – wypowiada  wojnę miejscowej elicie – myśliwym i kłusownikom. Astrolożka, wielbicielka mistycznej poezji Williama Blake’a, całą sobą współczuje cierpieniu „braci mniejszych”, walczy o ich życie, ale też o coś więcej: walczy z „małością”, z postrzeganiem świata wyłącznie przez pryzmat własnej uciechy, z agresywnym prawem siły – walczy w imieniu całej grupy słabszych.

To mocny przekaz. Nie tylko „ekologiczny”, wyrażający zaniepokojenie cywilizacyjną ekspansją rujnującą naturalną harmonię. Widzę w nim również lekko tylko zakamuflowany komentarz do otaczającej nas rzeczywistości, w głównej mierze polskiej, ale też i szerzej, dotyczącej całej naszej sfery cywilizacyjnej. Delikatna puenta filmu jest optymistyczna, choć wzięta ze świata fantazji: tajemnicze morderstwa dotykające przedstawicieli „myśliwskiej”, odhumanizowanej elity nie znajdują innego wytłumaczenia, jak odwet bez skrupułów mordowanych zwierząt ‒ wokół zwłok są tylko ślady sarnich racic. Natura – empatyczny, harmonijny świat – nie da się pokonać tępej, butnej głupocie, przemocy, agresji.

A wszystko to ujęte na tle niezwykłego, surowego piękna ziemi kłodzkiej, okraszonego równie niezwykłą, wplatającą się w to muzyką. Doprawdy warto zobaczyć, a po filmie pozwolić sobie na dłuższą chwilę refleksji.

Bogusław Stanisławski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij