Histeria telewizji narodowej

Do białej gorączki doprowadziła mnie relacja, jaką z igrzysk przeprowadziła nowa telewizja narodowa, zwana wciąż dla niepoznaki TVP.

Adam Szyszkowski

Z całego serca gratuluję wszystkim sportowcom udziału w tak wspaniałej imprezie. Zebrała się tam śmietanka sportowców uczestniczących we wszystkich konkurencjach i reprezentująca narody całego świata. Każdy z nich marzy o udziale w igrzyskach olimpijskich. Po prostu. Tak jest i mam nadzieję, że to się nie zmieni.

Byłem pod wrażeniem wspaniałej jazdy Rafała Majki, a jednocześnie upadek jego kolegów z ucieczki –Vicenco Nibalego i Jarlinsona Pantano – napełnił mnie wielkim smutkiem. Jakże wspaniale walczył Piotr Myszka na wodach zatoki Guanabara, jednak dla mnie bohaterem był i jest Dorian van Rijsselberghe. Złoty medalista klasy rs-x, który walczył w sposób wręcz kosmiczny. Nie mogę zapomnieć całej rodziny Lange`ów. Ojciec Santiago, rocznik 1961, złoty medalista w klasie Nacra (z załogantką Cecilią Carranzą Saroli). Wcześniej dwukrotnie brązowy medalista olimpijski w klasie Tornado. I jego synowie: Yago i Klaus, którzy w klasie 49er zajęli siódme miejsce tuż przed polską załogą Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński. Nie zapomnę wzruszenia, jakie mnie ogarnęło na widok Roberta Sheidta, zajmującego czwarte miejsce w klasie Laser. To tak niezwykła postać światowego żeglarstwa, że niesprawiedliwością wydawało się jego miejsce poza podium. A Robert Sheidt jak to on pierwszy pośpieszył z gratulacjami dla chłopaków, którzy mu „wlali”. Przepraszam, że tak o żeglarstwie, ale wiem,ile pracy i jakich umiejętności wymaga dostanie się do światowej czołówki. Dlatego nie jestem w stanie potraktować występów naszych żeglarzy w kategorii jakiejkolwiek porażki. Pływali wspaniale. Walczyli ze wszystkich sił. Przeżyli, jak dziewczyny z 470., chwile grozy i być może momenty zwątpienia, kiedy, jak Kacprowi Ziemińskiemu, „nie wydało”. Jednak mam stuprocentową pewność, że dali z siebie wszystko. Ani grama mniej, i że znaleźli się w absolutnej światowej elicie, co powinno napawać i nas, i ich, dumą i radością. Jak nieprawdopodobny był turniej siatkówki. Nasi siatkarze po porażce z Amerykanami na pewno płakali. Płakałem razem z nimi. Ale również płakali Amerykanie po przegranej w nieprawdopodobnych okolicznościach z Włochami. Ci ostatni pewnie jeszcze wyżymają chusteczki po laniu, jakie otrzymali od Brazylijczyków.

Przeogromne wrażenie zrobił na mnie Ku Bon-chan. Koreański mistrz łucznictwa. Dwukrotny złoty medalista tych igrzysk. Indywidualnie i w drużynie wraz z KimWoo-jinem i Lee Seung-yunem. Co za umiejętności, jakie mistrzowskie opanowanie i stalowe nerwy!

Czy ktokolwiek z występujących na parkiecie był zdecydowanie lepszy od pozostałych? Chyba nie. Ot, jak to w sporcie. Jednego dnia wychodzi wszystko, a dwa dni później jakiś drobiazg psuje ci szyki i przegrywasz mecz. Może łyknąłeś szamponu pod prysznicem, może czarny kot przebiegł przed autokarem w drodze do hali? Nie ma to znaczenia. Tego dnia kto inny miał swój dzień. Czy to oznacza, że trzeba odsądzać zawodników od czci i wiary? Nie zgadzam się na to. Byli i są wspaniali.

Histeria komentatorów telewizji narodowej, kiedy „nasi” liczyli się w walce, i frustracja, którą się wylała, kiedy owym „naszym” nie udawało się zdobyć medalu, porażała prostactwem narracji. Żadnej głębszej refleksji, żadnego szacunku dla przeciwników. Liczyła się tylko zastępcza wojna i „lepszość naszości”. A wręcz oburzające komentarze ocierającego się o rasizm Przemysława Babiarza na zakończenie igrzysk powinny spowodować dymisję tego komentatora. Waldemar Heflich i Dominik Życki byli chlubnymi wyjątkami wśród polskich komentatorów, choć zdarzało im się po prostu gadać głupoty.

Na zakończenie słówko o następnych igrzyskach, które odbędą się w Tokio. Japońska prezentacja w ramach uroczystości zakończenia imprezy przyćmiła (co najmniej troszkę), przygotowane przez gospodarzy widowisko. I wlała w moje serce nadzieję, że Japończycy jak żaden inny naród na świecie będą potrafili docenić każdego sportowca, który wywalczy bilet do Kraju Kwitnącej Wiśni. I właśnie tam sport może odzyskać swój blask.

Adam Szyszkowski

Fot. By Agência Brasil Fotografias (Terminam os Jogos Olímpicos Rio 2016) [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij