Dzik ucieka przed PiS

Jako opozycja Prawo i Sprawiedliwość bardzo podkreślało swoją „zwierzolubność”, powołując się przy tym nie tylko na kota prezesa, ale także na niewątpliwe zasługi prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego udział w powstawaniu ustawy o ochronie zwierząt w 1997 roku i późniejszych jej nowelizacjach był znaczący.

Lech Kaczyński był także jedynym (jak dotąd) prezydentem RP, który w swojej kancelarii powołał pełnomocnika ds. zwierząt, które to stanowisko zostało zlikwidowane niemal natychmiast po objęciu prezydentury przez Bronisława Komorowskiego.

Faktycznie, w poprzedniej kadencji to głównie głosami posłów PiS udało się dwukrotnie zablokować w Sejmie legalizację uboju rytualnego. Dobrze też układała się współpraca organizacji pozarządowych z klubem PiS podczas prac legislacyjnych nad ustawą o ochronie zwierząt doświadczalnych. Europoseł Janusz Wojciechowski i prominentni posłowie PiS, m.in. Marek Suski i Jolanta Szczypińska, aktywnie wspierali wszystkie manifestacje przed Sejmem w obronie zwierząt, udzielali się w pracach Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Także prezydent Andrzej Duda w kampanii wyborczej głośno deklarował swoje poparcie dla spraw zwierząt.

Wydawać by się zatem mogło, że dojście PiS do władzy oznacza złote czasy dla polskich zwierząt. „Dobra zmiana” jednak nie jest wcale zmianą na lepsze, o ile w ogóle jest w tym zakresie zmianą. Pomimo podpisanych przez dziesiątki tysięcy obywateli petycji i apeli ze strony organizacji pozarządowych oraz prób podjęcia w obecnym sejmie współpracy na rzecz zwierząt, bilans ośmiu miesięcy rządów PiS przedstawia się marnie.

Dziś o dzikach na terenie wschodniej Polski.

Pomijając kwestie zasadności i skuteczności odstrzału dzików z punktu widzenia ochrony przed ASF (co było rzekomo powodem wydania rozporządzenia przez ministra Jurgiela) oraz kwestie ekonomiczne (dofinansowanie z publicznych środków bliskiego sercu ministra Szyszki Polskiego Związku Łowieckiego znaczącą kwotą za wykonanie odstrzału), jest rzeczą niewyobrażalną, że odstrzał ten nakazano w okresie, gdy lochy były albo w wysokiej ciąży albo już wodziły młode! Nawet myśliwi, którzy raczej nie są skłonni do roztkliwiania się nad zwierzętami, byli oburzeni i niechętni wykonywaniu tych wyroków. To jest eksterminacja!

To tylko jeden z wielu przykładów „dobrej zmiany” dla zwierząt… Doprawdy trudno oprzeć się wrażeniu, że prozwierzęcość PiS w poprzednich dwóch kadencjach była raczej działaniem na złość Platformie niż wyrazem rzeczywistych intencji posłów po prawej stronie sejmowej sali. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć nagłą obojętność, bezduszność lub wręcz złą wolę urzędników odpowiedzialnych za dobrostan zwierząt z jednej strony, a z drugiej milczącą aprobatę prominentnych polityków PiS, którzy wcześniej tak chętnie podkreślali swoje przywiązanie do wartości wyrażonych w ustawie o ochronie zwierząt?

O uboju rytualnym, morderczej eksploatacji koni w zaprzęgach do Morskiego Oka i eksporcie żywych koni z Polski do Japonii – w kolejnych artykułach.

***********

Dorota Wiland – psycholog zwierząt, wykładowca prawnej ochrony zwierząt, prezeska Fundacji na Rzecz Ochrony Zwierząt IUS ANIMALIA, ekspert Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, członek KOD Mazowsze – Miasta Ogrody

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij