Delacroix miałby problem

Gdy Martin Luter King przemawiał na wiecach, porywał tłumy. Teraz przemawia tłum. To on jest liderem wolności.

Ewa Karwan-Jastrzębska

Niektórzy zadają sobie pytanie o ludzi maszerujących w pochodzie: kim są i czego oczekują od rządu, od samych siebie, dlaczego wychodzą na ulicę. Skąd tyle pozytywnych emocji? Przyjechali do Warszawy z różnych regionów kraju. Nie po to, żeby prowokować burdy, zjawili się, aby zamanifestować swoje prawo do wolności w wolnej Polsce. Czego jednak oczekują i dlaczego ich „znakiem firmowym” jest uśmiech? Czy chcą odczarować nim zło?

Delacroix_Fot_Piotr_Knap_3
Fot. Piotr Knap

Pytanie jest o tyle ciekawe, że emocje zwolenników przeciwnej strony są zmanipulowane i wzmocnione przez teatralizację przestrzeni zdarzenia. Płonące pochodnie, czerwone ognie rac, dudniące okrzyki nienawiści, wykrzywione twarze. Mocny przekaz, bo zło ma wyraziste rysy. Rysy wolności malowane są inaczej, miękką linią, niewyraźnym zarysem podbródka, przypadkowym uśmiechem.

Gdyby dziś Eugène Delacroix pokusił się o próbę symbolicznego ujęcia wolności wiodącej lud na barykady, miałby duży problem. Bo ona ma wiele twarzy. Bo jej symbolem jesteśmy my wszyscy. Bo nie budujemy barykad. I nie wywołujemy wojen, nie walczymy na pięści. Walczymy, zdejmując ludziom z oczu bielmo nienawiści.

Delacroix miałby problem
Fot. Ewa Karwan-Jastrzębska

Dziś przekaz rozłożony jest na dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzkich istnień. Są liderzy i ich zarazem nie ma, bo to bezimienni ludzie są liderem ruchu ‒ jako poszczególne jednostki, bo mają określone przekonania, i jako tłum, niekryjący twarzy w cieniu, tłum w pełnym słońcu. Ktoś powie, że to słabe, nie tłum, bo jest konkretny, nie da się zafałszować jego istnienia, ale przekaz. Że rozmywa się w barwach flag i w wózkach z dziećmi, rowerzystach i staruszkach, trzymających obie flagi mocno, aby nie porwał ich wiatr. Siłą tego przekazu nie jest jednak krzyk jednego człowieka ani wycie rozwścieczonych popleczników wodza, lecz niekończące się kroki tłumu, który zmierza w kierunku wolności. To te kroki są siłą i jeszcze wspólnota tych, którzy pokonują przestrzeń, w przekonaniu, że odczarują nimi czas.

Delacroix miałby problem
Fot. Ewa Karwan-Jastrzębska

Po marszu pojawiło się wiele zdjęć. Falujących flag, niesionych przez setki ludzi, flag zarówno naszych, polskich, jak i unijnych, portrety uśmiechniętych ludzi. Wolność ma różne oblicza. Ale nadchodzi moment, kiedy historia się powtarza. I nie ma znaczenia przestrzeń geograficzna ani czas. Gdy Martin Luter King przemawiał na wiecach, porywał tłumy. Teraz przemawia tłum. To on jest liderem wolności. Symbolem może być więc chociażby wieniec zawieszony na szyi starszego pana, który przysiadł na ławce, aby odpocząć. Albo wieńce na szyjach mówców ze słynnej fotografii, z której uśmiecha się do nas Martin Luter King. Wtedy i teraz – niezmiennie ten sam.

Pokazaliśmy jak bardzo jesteśmy razem.

Ewa Karwan-Jastrzębska

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij