Czy będziemy mieli nowych świętych?

Argumenty naukowe, fakty czy „teoria spiskowa dziejów” – Co wygra? Co wybiorą?

Leszek Żarnowski

Każdy z nasz ma takie szczególne dni, które pamięta mimo upływu lat. Naszym rodzicom zapadł w pamięć 22 listopada 1963 roku – dzień zamachu na Johna Fitzgeralda Kennedy’ego czy 16 października 1978 roku – dzień wyboru Karola Wojtyły na papieża. Moje pokolenie ma inne graniczne i trudne daty. Zamach na World Trade Center z całą firmą oglądaliśmy na jedynym monitorze w pracy, próbowaliśmy też skontaktować się ze znajomymi zza oceanu. W kwietniowy poranek kilka lat temu jak zahipnotyzowany stałem przed telewizorem, a jajecznica w kuchni się przypalała… Byłem wstrząśnięty obrazami spod Smoleńska, tak jak każdy z nas. Byłem jak w stuporze, ale też w jakimś modlitewnym skupieniu, bo przecież ks. Andrzej Kwaśniak, który udzielał mi ślubu, bo Tomasz Merta, którego czytałem w „Więzi” czy „Znaku”, bo tyle zasłużonych osób… Stałem w ciszy i zamyśleniu dopóki nie zadzwonił telefon.

Jak rodzi się religia? Co nas do niej ciągnie lub od niej odpycha? Dlaczego w coś wierzymy? Co tą wiarą przykrywamy? Nie mam śmiałości i wiedzy, żeby odpowiadać na te pytania. Jestem wierzący, ale mam wielu znajomych ateistów. Ale żeby tworzyć religię z brzozy czy nie daj Boże za chwilę z opony? Żeby z ofiar wypadku robić świętych?

Wtedy, 10 kwietnia, godzinę po wypadku w telefonie zabrzmiał głos kuzynki:

– Wiesz co się stało? Tyle ludzi zginęło w Rosji! To zamach, na pewno, bo przecież nie przypadek.

Młoda i wykształcona kobieta, którą lubię. Mocno prawicowa i „rydzykowa” i to chyba klucz do tej sprawy. Już po godzinie wiedziała, że to nie był wypadek. Nie chciała przyjąć żadnych argumentów, zaczęła chodzić na miesięcznice, ów szczególny substytut nabożeństw, pojechała też na pielgrzymkę (naprawdę tak powiedziała!) do sanktuarium w Kałkowie-Godowie. Potem opowiadała o wielkim na dwadzieścia metrów pomniku, w który wkomponowano drzwi samolotu (prawdziwe?) z figurami Marii i Lecha Kaczyńskich, a podobno w oknach umieszczono zdjęcia kilku innych ofiar. Kto nie był, niech żałuje. Najbardziej jednak kuriozalnym i chyba niepowtarzalnym pomysłem było zorganizowanie podczas chrztu jej dziecka (miesiąc później) czegoś na kształt wieczorku poetyckiego nie tylko przeszłych, ale też NOWYCH WIESZCZÓW, upamiętniających NOWYCH ŚWIĘTYCH.

Niecały tydzień po katastrofie pod Smoleńskiem jeden z tych nowych wieszczów, być może największy – Jarosław Marek Rymkiewicz – napisał:

„Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!
Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało
I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie”.

Jeszcze szybszy był Marcin Wolski (wiersz datowany 11 kwietnia):

„Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej.
Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą
Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę
Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!”

Laur zwycięstwa należy się jednak słabo mi znanemu (jeszcze!) Wojciechowi Wenclowi, który już w dniu katastrofy pisał:

„Ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi
trzeba się owinąć w całun biały i czerwony
gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę
samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem
mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy
gnie się trzcina nadłamana tli się płomyk świecy
a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem”.

Z Wikipedii:

„[Religia] manifestuje się […] w wymiarze doktrynalnym (doktrynawiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka)”.

Jeszcze raz zadam więc pytanie: co zastępujemy religią? Co rządzący chcą przykryć? Trudne tematy – tak. Porażki – tak. Niewygodne pytania – z pewnością. Ale moim zdaniem religię z brzozy (a za chwilę z opony) zrobiono, aby nie wyszło, że bałaganiarze jesteśmy, że burdel mieliśmy i mamy, że nie umiemy porządnie przyłożyć się do obowiązków.

Już nie napiszę o badaniach ekspertów, o poprzednich katastrofach, o rządzących, którzy wytykali poprzednikom wystawność i rozrzutność, a wtedy już żaden rząd nie chciał stracić wyborców, kupując drogie, nowe samoloty… Nie chcę pisać o bałaganie w polskiej armii, braku kompetencji ekipy przygotowującej wizytę w Smoleńsku. Dla mnie koronny jest argument, który jakoś przemilczało większość mediów, a pisała o nim „Rzeczpospolita”. Otóż po tylu katastrofach, zamachach i wypadkach (w kraju i za granicą) czytam, że do Poznania 15 kwietnia na wyjazdowe posiedzenie połączonych izb Sejmu i Senatu nasi posłowie i senatorowie mają jechać dwoma pociągami. Mimo że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo kraju rekomendowały, by w jednym środku transportu nie podróżowało tak wiele osób odpowiadających za funkcjonowanie kraju, posłowie i senatorowie mają wyruszyć w podróż z tego samego peronu w odstępie kwadransa. Czy tamta katastrofa niczego nie nauczyła polityków? Czy gdy  znów dojdzie do tragicznego zdarzenia, pojawi się kolejną NOWA RELIGIA? A może to, jak twierdzi moja żona, pani psycholog, to błąd atrybucji, racjonalizacja lub projekcja?

Apeluję do rządzących (wszystkich, obecnych i przyszłych, bez wyjątku): nie twórzcie nowej religii, nie róbcie ludziom wody z mózgu wmawiając, że białe to czarne, bo niby tak mózg wasz pracuje.  Rządźcie racjonalnie opierając się na kompetencjach i prawie. Nie traktujcie nas jak idiotów, bo nimi nie jesteśmy.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij