Czasem słońce, czasem deszcz

Pod namiotem przed KPRM trwamy całą dobę od 140 dni, ale są też momenty, kiedy brakuje obsady. Wtedy wystarczy kilka telefonów i sytuację ratują „straceńcy”.

Krystyna Świerzewska

Klub Straceńców to specyficzna grupa koderów, koderów wyróżnionych przez szefa namiotu, czyli Basię Barańską. Klub Stracencow 01Basia nagradza za dyżury pod namiotem zaproszeniem do swojej grupy „Klub Straceńców” oraz własnym bardzo pięknym znaczkiem. To my, „straceńcy”, na zawołanie Basi bierzemy wszystkie „ogony” czyli dyżury, których nikt nie chce. Bo wiemy jak ważne jest to trwanie,ten protest przeciwko łamaniu prawa.

Poranek jest pochmurny i wietrzny. Z doświadczenia wiem, że na dyżur namiotowy trzeba zabrać odzież, przewidując kaprysy aury oraz pory dnia. Już się cieszę na spotkanie z ludźmi, których lubię i cenię. Jesteśmy różni, mamy różne temperamenty i charaktery, a jednak połączyła nas idea KOD i bunt przeciwko „nowej” rzeczywistości. Odbieram dyżur od mojej poprzedniczki, która oczywiście – jak każdy „straceniec” ‒ nie chce jeszcze wracać do domu, chociaż była tu już całą noc. Zaczyna padać deszcz, chowamy się w namiocie. Kawa, herbata i dyskusje, mamy zawsze dobre humory i chęć na gadanie. Szykujemy się właśnie do sobotniej imprezy pod tytułem „I have a dream”.  (na zdjęciu przy stoliku – Krysia „Wiewiór”, Basia – opiekunka licznika i Piotr – koordynator Mazowsza)

Klub Stracencow 10

Musimy jeszcze ustalić szczegóły, więc siedzimy i knujemy. Pogoda nas niestety nie rozpieszcza. Zbierają się ciemne chmury i wieje coraz mocniej. Na ulicy coraz mniej ludzi, wszyscy chowają się przed deszczem. I nagle wiatr się wzmaga. Zaczyna wiać tak mocno, że nasz wielki, pomarańczowy namiot zaczyna się unosić lekko nad ziemią. Łapię za rurki namiotu z całych sił! Jednocześnie widzę jak nasze pojemniki na śmieci podbite wiatrem unoszą się i przesuwają. Wiatr wieje coraz mocniej i wpycha deszcz do namiotu. Ktoś krzyczy, że mniejszy namiot też traci styczność z podłożem. Namiot zaczyna żyć własnym życiem, unosi się i przesuwa, wszystko trzeszczy i piszczy. Armagedon po prostu. Czym by tu obciążyć tę unoszącą się część namiotu? W końcu wiążę jakąś platformę do przewożenia do słupków i wybiegam przed namiot. Deszcz zacina już prawie bokiem, a wiatr wieje tak, że ścina z nóg. Biegniemy ratować mniejsze namioty. Mocujemy linki, dociskamy śledzie. Jestem już całkiem mokra, ale udaje nam się zamocować namioty. Wiatr słabnie i wtedy ukazuje nam się obraz nędzy i rozpaczy.

Stracency 13

(na zdjęciu od prawej – Arek, Piotr, Hania, Basia, Adam, Rafał i nn)

Ciągle gra muzyka, ale nie widać naszej Ibizy (to wielka kolumna na stojaku). Okazuje się, że leży na ziemi oparta o mniejszy namiot, który stoi obok i pełni rolę sypialni. Niestety swoim ciężarem Ibiza rozerwała płachtę namiotu, który za to zamortyzował jej upadek. Podnosimy kolumnę i chowamy do namiotu. Zaklejamy dziurę w namiocie taśmą (rzecz nieodzowna pod namiotem). Nasze kosze na śmieci znajdujemy bez worków, rozrzucone przez wiatr. Mocujemy je do boku namiotu i porządkujemy. Deszcz niestety nie odpuszcza. Nagle krzyk, okazuje się że panele słoneczne –część skomplikowanego układu zasilania w prąd naszego namiotu ‒ leżą na trawniku. Podbiegamy, jeden całkowicie połamany, dwa całe, ale leżą na trawie. Jedyne rozwiązanie to przeciąć kable splątane na okrętkę i wynieść panele w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Wiatr powoli ustaje. Już wiemy, że namiot przesunął się lekko w stronę Łazienek. Mocujemy dodatkowe linki, lekko prostujemy namiot. Uff… nareszcie chwila spokoju!  Straty spore, nerwów jeszcze więcej. Sprawdzamy, co jeszcze się zdarzyło. Na szczęście więcej szkód nie ma. Emocje jak na wyprawie Kon-Tiki, a to tylko pikieta w centrum stolicy.Strateńców

sytrawe

 

strac

 

strafr

Kończę dyżur w poczuciu winy, że gdybym przewidziała, gdybym w porę zobaczyła, gdybym…  Straceńcy z uśmiechem pocieszają mnie: ‒ Wiewiór-destruktor. „Wiewiór” to moja ksywka, używana przez wszystkich. I od razu słyszę: ‒ Tylko nie przychodź na mój dyżur, Wiewiór! albo – Możesz przyjść pod warunkiem, że dasz się przywiązać do Ibizy! Kocham tych ludzi! Przywracają mi wiarę, a ich wisielcze poczucie humoru poprawia mi nastrój. Był to mój najbardziej zwariowany dyżur pod namiotem. Cóż, takie przygody tylko z KOD-em! Wrócę tu, oczywiście, jeszcze wiele razy, tak wiele jak będzie trzeba, ale ten dyżur przejdzie do historii – mojej i pomarańczowego namiotu pod KPRM.

Krystyna Świerzewska

Chętni do zapisania się na dyżur proszeni są o zgłoszenie do Basi Barańskiej, która opiekuje się namiotem. Kontakt 503 496 407.

Czasem słońce, czasem deszcz
Fot. Beata Chojnacka

(na zdjęciu od prawej nn, Lodzia i Sławek)

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij