Cuda i dziwy „konsultacji” Sasina

Trwają od 24 marca. Podobno na masową skalę. Nawet „najstarsi górale” nie widzieli takich oszukaństw: poczynając od „znikających” miejsc „konsultacji” po pytania w ankiecie.

Przypomnijmy, że minister Sasin zapowiadał „konsultacje ze suwerenem” i powstanie portalu internetowego. Ten ostatni służyć miał przedstawieniu projekt ustawy z informacjami o zmianach jakie są planowane, odpowiedziami na częste pytania, a także z ankietą i mapką (miejsca spotkań z mieszkańcami na terenie Warszawy i gmin ościennych, podczas których ankieterzy mieli przeprowadzać konsultacje w formie papierowej). Terminarze spotkań ukazują się także na stronie na portalu społecznościowym.

Cuda i dziwy „konsultacji” Sasina
Konsultacje w Ursusie.

Wraz z członkami grupy „Obserwatorium Wyborcze” postanowiliśmy sprawdzić w terenie jak wyglądają konsultacje trwające od 24 marca (tak przynajmniej zapowiadano). Każdy z członków grupy zadeklarował wizytę niedaleko miejsca zamieszkania lub pracy i w terminie oznaczonym na mapce. Już na wstępie zauważyliśmy podczas przygotowań i wielokrotnych wejść na stronę, że organizatorzy konsultacji ciągle zmieniają te miejsca – niektóre znikały, czy zmieniał ich status, który nie był zgodny z prawdą (według legendy na mapce znajdują się „miejsca konsultacji”, „miejsca konsultacji z wyznaczonym terminem” i „konsultacje zrealizowane” – każdy rodzaj oznaczony innym kolorem). My odwiedziliśmy wiele miejsc w Warszawie i pod Warszawą i wniosek jest jeden: zarówno ankieta jak i sama strona to ogromna manipulacja. Obawiamy się, że na podstawie wypełnionych ankiet, PiS będzie twierdził, że ma poparcie społeczeństwa, ponieważ ankieta jest deklaratywna i nie trzeba jej podpisywać. Czy organizatorzy mogą sporządzić wiele ankiet? Mogą. Ponieważ wiele osób wypełnia je w pośpiechu (część konsultacji odbywa się na dworcach PKP), mogą nie zrozumieć pytań. Ze względu na to, że dopiero pod koniec znajduje się pytanie najważniejsze, choć tendencyjnie sformułowane, organizatorzy mogą łatwo od ludzi mało zorientowanych czy nawet i przeciwników ustawy, „wyłudzić” opinię.

Na pierwszy ogień poszły konsultacje przy stacji metra Politechnika w Warszawie, które odbywały się w połowie ubiegłego tygodnia (w różnych dniach i godzinach). Nasz audyt wykazał, że co prawda nikogo nie było, ale na mapce zostały zrealizowane! Członek naszego teamu nikogo tam nie zastał w czwartek. A potem stał się cud, ponieważ po powrocie do domu sprawdził na stronie, że na mapce oznaczono to miejsce – „konsultacje odbyły się”, a godzinę później już w ogóle tego punktu nie można było znaleźć – ani jako „planowany”, ani jako „zrealizowany”. Inni, którzy też to miejsce odwiedzili, mają podobne spostrzeżenia. Cuda i dziwy w środku miasta! Ale także na obrzeżach – w Piasecznie z czterech punktów nagle zniknęły trzy. Zaprawdę powiadamy Wam, Fatima przy Warszawie niech się schowa!

„Pusto wszędzie, głucho wszędzie …”

Jedna z naszych koleżanek odwiedziła w czwartek (6.04) Halinów, Sulejówek i Wesołą w poszukiwaniu śladów konsultacji i było to jak poszukiwanie kwiatu paproci. W Halinowie na stacji PKP nie było żadnych informacji, w parafii Matki Łaski Bożej przy Okuniewskiej także żadnych śladów. Wykonała telefon do Urzędu Miejskiego w Halinowie, i tam miła urzędniczka nie mogła ukryć zdumienia, bo okazuje się, że nic nie wiedzieli o wyborze Halinowa jako miejsca ankietowania. „Żadne pismo w tej sprawie nie wpłynęło i w żaden inny sposób nikt nas nie informował, ani niczego ustalał. Od pani dowiaduję się o stronie z ankietą i mapką konsultacji” – powiedziała. Na drugi rzut poszedł Sulejówek; także na stacji PKP nikt nic nie wie, w parafii Matki Kościoła przy Żeromskiego próżno szukać ogłoszeń w tej sprawie. W Urzędzie Miejskim w Sulejówku pani w sekretariacie nerwowo wykonuje kilka telefonów do innych działów. Okazuje się po chwili, że Urząd Miasta nie poinformowano o konsultacjach, ani o istnieniu strony. Nasza koleżanka była pierwszą osobą zainteresowaną tym tematem, aczkolwiek „konsultacje” rozpoczęły się 24 marca. Ani ulotki, ani pół plakatu w Wesołej – tu miejsce na przeprowadzenie ankiet wyznaczono na stacji PKP. Podobnie jak w poprzednich miejscowościach; w UM nikt nie ma wiedzy o terminie konsultacji i nie zna strony w Internecie czy na portalu społecznościowym. Monitoring mapki w Internecie wykazał, że w Sulejówku i Halinowie zniknęły parafie, zostały tylko stacje PKP, a żeby było ciekawiej, to okazuje się, że do Sulejówka przyjechali w sobotę. Dziwnie działają tam; gdzie się zapowiadają, to ich nie ma, a przyjeżdżają w miejsca, których nie ma w terminarzu.

Czeski film – nikt nic nie wie!

Przy metrze Młociny w Warszawie 7 kwietnia podobna sytuacja. Członkowie naszej ekipy byli tam kilkakrotnie. Na peronach dworca (bo tam miały się odbywać konsultacje) ludzie nie wiedzieli o jakichkolwiek ankieterach. Wszystkie zakątki stacji, perony, pętla autobusowa, przejścia i korytarze – ani jednego plakatu, ani jednej informacji i oczywiście ani jednego ankietera. W pobliskim kiosku i w sklepach nic nie widzieli, nic nie słyszeli.

W piątek na stacji Ursus (os. Niedźwiadek) trzech mężczyzn rozdawało ulotki i zbierało podpisy. Konsultacje były wg planu (miejsce, dzień i termin). Ludzie nie reagowali na nich, mówili, że nic nie wiedzą o konsultacjach. Cześć osób dosyć szybko wypełniała ankietę i wsiadała do pociągu. Część nie była zainteresowana. Może i dobrze …

„ … Co to będzie? Co to będzie?”

Cuda i dziwy „konsultacji” Sasina
Konsultacje przy Sobieskiego, Warszawa. Fot. Rafał Łuczkiewicz

W Ożarowie Maz., który pierwszy sprzeciwił się ustawie Sasina, w ciągu kilku dni mapka konsultacji była zmieniana. Pojawiały się i znikały kolejne miejsca jak na przykład stacja PKP czy w kościół. Jednakże jak sprawdziliśmy konsultacji tam nie było. Ale w sobotę między 9 a 11 na głównym skrzyżowaniu Ożarowa Maz. stało dwóch panów (jeden w kurtce z napisem „Konsultacje metropolitalne”, a drugi z pudełkiem z tym samym napisem). Byli mieszkańcami Ożarowa i zwolennikami PiSu. Jak ocenił członek naszej grupy, to widać, że są amatorami, a na chleb jako ankieterzy nie zarobiliby ani nie mogliby działać w KOD – zero zaangażowania. Nie zaczepiali nachalnie ludzi, a wynik ich starań był mizerny. W ciągu półtorej godziny, której im towarzyszyliśmy, rozmawiali z mniej niż 20 osobami. Nasza koleżanka postanowiła uświadamiać przechodniów – informować o tym, że ankieta jest zmanipulowana. Prosiła tylko o sprawdzenie, czy jest tam podstawowe pytanie „Czy jest pan/pani za czy przeciwna ustawie Sasina?”. Nie interweniowała, kiedy widziała, że to znajomi tych dwóch panów, lub kiedy ludzie sami podchodzili, mówiąc, że szukają ankiet. Osiem osób, które w ten sposób uświadomiła, nie wypełniło ankiety. Panowie otrzymali 7 wypełnionych ankiet (głównie od osób starszych i znajomych). Młody człowiek na rowerze, mimo że jak mówił jest zwolennikiem ustawy, określił ustawę jako bubel prawny i źle napisaną. Był na tyle odważny, że odmówił swojemu sąsiadowi, a to w małym mieście duża sprawa. Pani w różowej kurtce, której nasza koleżanka uświadomiła brak kluczowego pytania, dwukrotnie później dziękowała. „Dobrze, że pani tu stoi, bo ludzie mogą zostać wmanipulowani. Będę mówiła znajomym, żeby tej ankiety nawet nie dotykali i …. czekamy na referendum. Nie damy się!” Wielu przechodniów pytało, kto jest organizatorem konsultacji. Gdy dowiadywało się, że PiS, odchodziło, narzekając na PiS lub mówiąc, że trzeba uważać na Sasina i że potrzebne jest referendum.

Brwinów „nawiedziła” silna ekipa, ale mało zdeterminowana. W sobotę mieli być do południa, ale zwinęli się dwie godziny wcześniej. Pięć osób, z ankietami i ulotkami, niespecjalnie widać przekonanych do swoich racji usiłowało kogoś znaleźć. W rozmowie z naszym wysłannikiem, zgadzali się, że pytania są tendencyjne i brakuje podstawowego, ale jak powiedzieli „takie nam dali”.

W sobotni ranek od g. 9 w Markach na targowisku mnóstwo kupujących i ani jednego „konsultanta”. I tak do 10:30 czyli do końca „konsultacji”, chociaż na mapce wskazano to miejsce i ten czas. Nikt nic nie wie; w pierwszych od ulicy stoiskach sprzedawcy twierdzą, że byli przez chwilę, ale wcześnie rano. Wraz z członkiem OW ankieterów szukała także ekipa lokalnej telewizji „Tuba Marek”. Razem udali się do pobliskiego Urzędu Miejskiego, w okolicy którego wg planu można będzie wypełnić ankietę. Ale tam też nikogo nie było.

Inni konsultanci ustawili się przy „Biedronce” przy ul. Sobieskiego na Mokotowie w Warszawie (na zdjęciu otwierającym). W sobotę jest zawsze sporo osób. Obok stoisko Partii „Razem”, a tam członkowie informowali przechodniów, jakie są pytania. Dzięki nim i członkowi naszej grupy, większość przechodniów nie wypełniła ankiety i odchodziła, dziękując za uświadomienie. Jedna z emerytek wracająca z zakupów powiedziała „Ankieta jest anonimowa, przecież oni mogą wypełniać, ile razy chcą. I będzie „cud”, bo wszyscy są przeciw, a konsultacje będą po ich myśli. Pilnujcie ich!”

Będziemy pilnować i prosimy o to naszych Czytelników. Wkrótce kolejna relacja z naszej akcji.

Tekst powstał we współpracy z Zespołem Obserwatorium Wyborczego.

 

 

Cuda i dziwy „konsultacji” Sasina
Ulotka wręczana podczas „konsultacji”

Przeczytaj także:

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij