By żyło się lepiej

Różnorodność świata niektórych przeraża, stąd też polski konflikt ws. rozumienia demokracji.

Karolina Chojnacka

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje każdemu wolność wypowiedzi. Wiele osób boi się jednak publicznie wygłaszać swoje poglądy z obawy przed atakiem ze strony współrozmówców. Wynika to z braku akceptacji inności. Czemu tak trudno Polakom zrozumieć, że różnorodność jest piękna i wynika z niej znacznie więcej korzyści niż problemów? Przecież gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, życie byłoby nudne.

Wyobraźmy sobie, że żyjemy w świecie bez konfliktów, w świecie, w którym każdy z każdym się zgadza. W świecie, gdzie każdy myśli to samo, lubi to samo, ma takie same poglądy i przekonania. Brzmi cudownie? Bardziej chyba jak koszmar. Taka jednorodność musiałaby być straszliwie nudna, wręcz przygnębiająca. Zero perspektyw na ciekawą, kulturalną rozmowę o np. ulubionej książce czy filmie, bo przecież każdy lubiłby to samo. Dlatego powinniśmy docenić otaczający nas świat z jego różnorodnością. Gdy ktoś myśli inaczej niż my, to postarajmy się go zrozumieć, a nie atakować z wrzaskiem, że nie ma racji.

Najbardziej widoczny podział w polskim społeczeństwie to ten na arenie politycznej. Ludzi dzieli się na zwolenników PO lub PIS, inne partie nie są brane pod uwagę. Różnica w poglądach to nic złego, wręcz przeciwnie. To dobrze, że istnieje u nas pluralizm polityczny i różne wizje rozwoju państwa ścierają się ze sobą. W innym wypadku mielibyśmy totalitaryzm, a tego chyba nikt by nie chciał. Poza tym z historii wiemy, że takie sytuacje nie kończą się zbyt dobrze. Dlatego tym bardziej powinniśmy docenić różnorodność poglądów politycznych. Niestety w Polsce większość rozmów o polityce kończy się awanturą. Nie potrafimy zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pogląd na daną sprawę niż my. Na siłę próbujemy go przekonać, że nasz i tylko nasz punkt widzenia jest właściwy, a on się myli. Z trudem przychodzi nam nawet samo wysłuchanie racji i argumentów drugiej strony. Większość debat politycznych kończy się kłótnią. Każdy uparcie obstaje przy swoim. Doszło do tego, że o zwolenniku przeciwnej partii nie potrafimy mówić inaczej niż z pogardą, obraźliwe określenia jak „pisuar” (o wyborcach PIS) czy „platfus” (o popierających PO) są na porządku dziennym. Politycy dodatkowo pogarszają tę i tak nie najlepszą sytuację. Za przykład niech posłużą słynne już słowa Jarosława Kaczyńskiego o gorszym sorcie i współpracownikach gestapo. Głęboko chcę wierzyć w to, że możemy żyć w społeczeństwie, w którym ludzie mają różne poglądy polityczne, rozumiemy to i akceptujemy, a nie nawzajem się wyzywajmy i obrażamy. Taki konflikt prowadzi donikąd, chyba że jednak wybieramy totalitaryzm, a wszystkim tym, którzy się z nami nie zgadzają, urządzimy Wielką Czystkę albo przynajmniej Noc Długich Noży.

Strach przed innością rozbudził trwający aktualnie kryzys imigracyjny. Z badań przeprowadzonych w styczniu 2016 roku przez CBOS wynika, że 53% Polaków jest przeciwnych przyjęciu uchodźców do kraju. Obawiają się osób innego wyznania. A wystarczyłoby spróbować zrozumieć drugą stronę. Zgłębić temat, by zrozumieć, że islam to religia tak jak katolicyzm propagująca pokój, szacunek i miłość do bliźniego. Ale znacznie łatwiej założyć, że Koran to księga nawołująca do nienawiści, a każdy muzułmanin, czy nawet człowiek o arabskich rysach twarzy lub ciemniejszym kolorze skóry to terrorysta. Ksenofobia i rasizm panujące w Polsce są straszne. Czemu nie akceptujemy osób o innym kolorze skóry? Przecież człowiek nie ma wpływu na to, jaki się urodził. Godny polecenia w tym przypadku jest film Niebieskoocy o eksperymencie przeprowadzonym przez Jane Elliott, walczącej przeciwko rasizmowi w USA, w którym ludzie o niebieskim kolorze oczu są uznani za gorszych, mniej inteligentnych. Bez sensu, prawda? Przecież kolor oczu nie ma wpływu na inteligencje. To samo dotyczy koloru skóry. Dlatego nie obrażajmy i nie bójmy się osób wyglądających inaczej niż my, wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, każdemu z nas należy się szacunek. Bo chyba nikogo nie przekonuje inicjatywa Lebensborn. Oprócz osób wyglądających inaczej i wierzących inaczej, mamy też problem z akceptacją tych kochających inaczej. Osoby homoseksualne nie mają w naszym kraju lekko. Nie możemy przecież podzielić miłości na lepszą czy gorszą. Dlaczego mężczyzna ma prawo kochać kobietę, ale innego mężczyzny już nie? Przecież nie robi tym nikomu krzywdy. Nie pozbawiajmy ludzi prawa do szczęścia, uznając, że tylko nasze przekonania są właściwe. Nie narzucajmy nikomu naszej kultury, wyznania czy orientacji seksualnej. Przecież poznanie „tych obcych” może przynieść nam wiele korzyści i nowych ciekawych doznań. A jeśli nie jesteśmy na to gotowi to przynajmniej nie krytykujmy i nie obrażajmy, bo możemy komuś sprawić przykrość. I pamiętajmy, że sami też kiedyś możemy się znaleźć w takiej sytuacji, gdzie nie będziemy akceptowani, i wtedy nie będzie nam na pewno do śmiechu.

Problem inności nie dotyczy tylko koloru skóry, wyznania czy orientacji seksualnej. On dotyczy niestety praktycznie wszystkiego. Niezbyt życzliwie patrzymy na osoby prowadzące inny tryb życia niż my, mające inny system wartości i zainteresowania. Ile razy zostałam wyśmiana, ponieważ lubię wegetariańskie burgery. „Burger to musi być z mięsem. W ogóle obiad musi być z mięsem, bez mięsa jedzenie się nie liczy”. Czy nie da się powiedzieć, że woli się zjeść kurczaka niż falafela bez złośliwych docinek? Wegetarianie też nie są lepsi, traktując czasami mięsożerców jak morderców. Czemu nie akceptujemy tego, że każdemu ma prawo smakować co innego? Dzięki tej różnorodności możemy poznawać nowe smaki i pogłębiać naszą kulinarną wiedzę. Ale nie tylko osoby żywiące się inaczej są problemem. Ktoś kibicuje innemu klubowi piłkarskiemu? Jak może, przecież oni są beznadziejni. Słucha tego zespołu? Przecież oni wyją a nie śpiewają. Lubi książki tego pisarza? Przecież to grafoman. Zachwyca się grą tego aktora? Przecież to drewno. Dlaczego obrażamy idoli innych, negujemy ich wybory? Każdemu ma prawo podobać się co innego i to jest właśnie piękne. W przeciwnym przypadku doszłoby do sytuacji opisanej na początku artykułu, do nudnej, przerażającej jednorodności.

Należy nauczyć się doceniać różnorodność, zaakceptować fakt, że jesteśmy różni, że świat nie jest czarno-biały. Jest kolorowy. I to jest piękne. Dzięki temu nie jest nudno. Nie ma nic złego w tym, że czasami się z kimś nie zgadzamy, ale przy tej różnicy poglądów nie obrażajmy się nawzajem. Akceptujmy. Przecież lubiąc lub wyznając coś innego, nikt nie robi nam krzywdy. Więc my też go nie krzywdźmy. Zamiast od razu negować, krytykować postarajmy się poznać punkt widzenia drugiej osoby. Może to nam przynieść wiele korzyści, poszerzyć nasze horyzonty, pogłębić naszą wiedzę na różne tematy. Lepiej chyba być erudytą niż ignorantem czy nieukiem. Więc w myśl rezolucji ONZ z 2002  roku o „tolerancji i poszanowaniu dla różnorodności kulturowej oraz promocji i ochrony praw człowieka, w tym prawa do rozwoju” świętujmy 21 maja Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej i czerpmy z tego światowego bogactwa jak najwięcej. A jeśli coś nam się nie będzie podobać, to zostawmy swoje kąśliwe i nieprzyjemne uwagi dla siebie. W myśl zasady: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij