Brexit – nieobecny traci

Mamy „szybki rozwód”. Jak akt zbiorowego szaleństwa wygrał ze zdrowym rozsądkiem i racjonalnością oraz czym to się może skończyć dla Polaków?

Piotr Kołomycki

Brexit zafundowali młodym Brytyjczykom populiści i nacjonaliści, ale także starsi mieszkańcy wysp, którzy skutki opuszczenia Unii Europejskiej będą odczuwali przez mniej więcej szesnaście lat. Zaś młodzi i proeuropejscy będą żyć w tej rzeczywistości przez kolejne sześćdziesiąt dziewięć lat. A my razem z nimi. Bo „absens carens”, czyli nieobecny traci lub nieobecny sam sobie szkodzi. W przeciwieństwie do tego jak się mają sprawy w Polsce, przeszło 75% młodych Anglików opowiedziało się za pozostaniem w UE. Im wyższy wiek, tym ta tendencja malała, aby w przypadku seniorów dojść do poziomu 39%. Wiemy już z grubsza kto zgotował taką przyszłość, ale jeszcze nie wiemy jaka ona ma być. No więc właśnie, jaka?

  1. Gospodarcza recesja. Jeśli Zjednoczone Królestwo nie będzie w stanie dość do porozumienia z UE w sprawie członkostwa w Europejskim Stowarzyszeniu Wspólnego Handlu, i nie podpisze porozumienia dotyczącego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, na wyspy spadnie widmo recesji na poziomie 2,2% PKB. Gdyby do porozumienia doszło, to są jeszcze w stanie wyjść z tego obronną ręką. Ale Unia Europejska będzie już grała ostro, bez ustępstw. Co się stanie, to się nie odstanie, mieszkańcy wysp będą musieli to nawarzone piwo wypić.
  1. Wzrost podziałów politycznych i społecznych w Zjednoczonym Królestwie. Przy tak silnym poparciu dla idei Unii Europejskiej w Szkocji i Irlandii, możemy się spodziewać zaostrzenia konfliktu z Anglią i powrotu do tendencji niepodległościowych. Zaś kolejne podziały kierują do upadku, nie sukcesu.
  1. Osłabienie pozycji Wielkiej Brytanii. Mierzy się m.in. siłą dyplomacji, ale również gospodarki (choć to jedynie elementy). Pozycja negocjacyjna Brytyjczyków z ich najbliższymi partnerami już osłabła, a gospodarki Commonwealthu z całą unijną nawet nie ma co porównywać. Bez Unii Europejskiej lądują daleko w tyle za takimi molochami jak Chiny, Indie czy Brazylia. A słaba gospodarka to mniej pieniędzy w portfelach.

To raptem część z możliwych skutków Brexitu. Jakie są pozytywne? Szumne hasła o przywracaniu „niepodległości”, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, bo żadne państwo nie straciło swojej niepodległości na rzecz UE. Więc zyskuje populizm i ludzie pokroju Nigela Farage’a czy Francuzki Marin Le Pen.

Czego możemy się w tym wszystkim spodziewać my, Polacy? Niestety, nic dobrego. O czym już wkrótce przekonają się nasi eurosceptyczni rodacy mieszkający w Wielkiej Brytanii.

  1. Spadki na rynkach finansowych uderzą w wiele państw, nie tylko w londyńskie City. Zaledwie w ciągu pół godziny od ogłoszenia wyników referendum, z brytyjskiej giełdy wyparowało 100 mld funtów. Nasza rodzima giełda również osłabła, podobnie jak polski złoty. Zaś Ministerstwo Finansów już odwołało zaplanowany na poniedziałek przetarg na obligacje Skarbu Państwa.
  1. Koszmar Polaków na wyspach. Bez jednolitego rynku Unii Europejskiej, brytyjski rynek pracy zamknie się na imigrantów, zaś dotychczasowi zostaną włączeni w tryby bardzo rygorystycznej procedury uprawniającej do pracy w Anglii. Nie ma się co łudzić, większość z naszych rodaków zostanie pozbawiona możliwości pracy i będzie musiała wrócić na łono UE. Czy wrócą do Polski? Niewykluczone, że część tak. Ale to będzie mniejszość.
  1. Ucierpi turystyka. Możemy się spodziewać spadku ilości połączeń lotniczych do Wielkiej Brytanii i bardziej restrykcyjne zasady przewozu rozmaitych dóbr. Od porządnej szkockiej whisky, po zwykłe piwo. Podobnie ma się sprawa z roamingiem. Dzięki staraniom Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej udało się doprowadzić do znacznego obniżenia połączeń telefonicznych w ramach UE (docelowo roaming ma zostać zniesiony). Właśnie, w ramach UE. Tutaj na szczęście mogą przyjść z pomocą komunikatory internetowe, ale do tego trzeba dostępu do sieci. Bez hot spotów przygotujmy się na horrendalne rachunki.
  1. Strefa Schengen. Jaka strefa? Czas chwytać w dłoń paszporty. I przygotować się do długich kolejek.
  1. Zmiany dotkną także program Erasmus. Praktyki i staże w brytyjskich firmach pójdą w zapomnienie, zaś naukowcy starający się o pracę na uczelniach będą musieli się ubiegać o pozwolenie na pracę. Wszak Erasmus jest programem unijnym.
  1. Może dojść do rewizji unijnego budżetu. Mniej finansów we wspólnej, europejskiej kasie, oznacza mniej funduszy dla Polski. Gdyby doszło do takiej sytuacji, to o kolejnych 400 mld możemy zapomnieć.
  1. Unia Europejska dwóch prędkości. Mamy tych, którzy myślą przyszłościowo i chcą pogłębiać integrację europejską, mamy też tych, co krzyczą o Europie Narodów. Straty dla Wielkiej Brytanii pokażą jednoznacznie, kto ma rację w tym sporze. Rzecz w tym, że przy obecnym, eurosceptycznym rządzie, jaki mamy, przestaliśmy należeć do twardego jądra UE. Kraje Beneluksu, Niemcy, Szwedzi, państwa strefy euro będą pogłębiali integrację. Po co mają tracić czas na hamulcowych, jak Polska czy Węgry? To nie będzie ich problem, tylko nasz.

Wielka Brytania stała się małą Anglią. Niedużą wysepką, w oceanie zglobalizowanego świata i zintegrowanej Unii Europejskiej. Farewell Great Britain, welcome little England.

Piotr Kołomycki

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij