Bohater

Tak się jakoś składa, że żaden z moich życiowych bohaterów (prócz Jezusa, ale to inna liga) nie okazał się być przejrzystym jak łza. Za to wielu z tych, którzy opluwali i dalej opluwają moich bohaterów (z różnych lat) pokazują siebie zawsze od najlepszej strony i mają założoną etykietkę: ja bronię prawdy i chcę ci pokazać co jest dobre.

Grzegorz Kramer

Dwóch jezuitów. Jeden i drugi pokazali mi w bardzo ważnym momencie życia, że można być księdzem i być bardzo ludzkim. Można na przykład, kiedy moja mama potrzebowała pieniędzy na wykup leku, wyjąć metalową skrzyneczkę i wyciągnąć ostatnie pieniądze i dać z tekstem: nie trzeba oddawać. Ten drugi zaś, kiedy większość autorytetów, w momencie kiedy miałem 15 lat położyła na mnie lagę, on powiedział: potrzebuję cię, przyjdź zrobimy coś razem. Obaj okazali się mieć poważny problem z alkoholem.

Dziadek. Pamiętam już niewiele, bo zmarł gdy miałem 13 lat, ale te lata przed jego śmiercią były niesamowite. Zabierał mnie do miejsc, do których nie zabiera się dzieci, miał dla mnie czas i co czwartek przywoził mi banana (końcówka lat 70 i początek 80). Też alkoholik.

Było ich jeszcze paru, każdy z nich ma na swoim koncie jakieś zło: zdrady, przestępstwa, alkoholizm. Każdy z nich wiele razy zapierał się swojej przeszłości, nie przyznawał do swoich błędów, ale zostawili w mojej osobistej historii coś, co mi dało solidne podstawy do tego, by znaleźć się tu gdzie jestem i robić to, co robię. Jestem im wdzięczny.

Lech Wałęsa, kiedy byłem młodym chłopcem był dla pokolenia moich rodziców, dla taty – bardzo, człowiekiem, który ma przynieść coś nowego. Tak, oni za bardzo go ubóstwiali, zrobili z niego swoiste guru. Wałęsa miał być kimś jak Prometeusz. Przesadzili. Jednak oni żyli w innych czasach. W czasach, w których bohaterowi byli narzuceni przez partię, oni nie mieli tak jak my dziś – możemy mieć bohaterów z każdej strony. Oni walczyli o coś, co nazywali wolnością, jasne, że nie poradzili sobie w ’89 z tym czymś i to ich przerosło, ale walczyli. Próbuję zrozumieć ich czasy, ale mogę tylko próbować. Później Wałęsa dla wielu z nich był symbolem nie wolności, która już przyszła, ale rozczarowania. Okazało się, że wcale nie jest ‚różowo’, że znów są równiejsi, że dalej ludzie mają, a nie ma już nawet z czego ukraść. Więc Wałęsa stał się kimś na kogo można przelać swoje frustracje. Jasne, że jemu też ‚woda sodowa’ uderzyła do głowy. Był dzieckiem swojej epoki. Krótko porządził i miał realny wpływ na decyzje w naszym kraju.

Czy ja bronię Lecha Wałęsy? Chyba nie. Nie znam wszystkich faktów, nie mam dostępu do dokumentów, a przede wszystkim do jego sumienia. Nie wiem czy Lechu dziś mówi prawdę, czy publicznie kłamie, mówiąc: nie współpracowałem z SB. Szczerze dla mnie to nie jest dziś istotne. Na codzień spotykam ludzi jego pokolenia, którzy mówią: nie współpracowałem, a przecież są dokumenty. Robią swoją robotę, są dla innych. I to się dziś liczy. Lech dla mnie zawsze będzie już człowiekiem – symbolem. Człowiekiem, który pojawił się w odpowiednim czasie i miejscu i wielu innym pomógł przestać się bać. Jak wyglądałaby Polska bez niego? Nie wiem. Gdybania zawsze są kiepskie. Dla mnie Lech zawsze już będzie legendarnym przywódcą czegoś, co przed 37 laty było nie do pomyślenia – SOLIDARNOŚCI. My, dziś, kiedy mamy wolność, każdy na fejsie może napisać, co tylko chce i ślina mu przyniesie na język, straciliśmy pokorę wobec tamtego czasu (wcale nie tak odległego). On już zawsze – nawet jeśli współpracował we wcześniejszym czasie  z SB – będzie Lechem, który pokazał, że można dużo zmienić bez rozlewu krwi.

Takie małe i kiepskie porównanie. W wielu rodzinach i wspólnotach zakonnych jest tak, że ktoś wewnątrz nich jest pomniejszany, jego zasługi niweczone, zarzuca mu się wiele rzeczy, a na zewnątrz jest ‚kimś’ dla innych. Ma poważanie, jest pomocny, obrazem innego, nowego życia. Tu widzę podobny mechanizm. Lechu w rodzinie Polska jest różnie widziany (i mamy prawo do tego, by różnie go widzieć), ale dla ludzi z zewnątrz jest ważnym symbolem.

Gdyby dziś Lech Wałęsa był prezydentem, premierem czy innym decydentem – to tak, byłbym wobec niego bardziej krytyczny i żądałbym jasnych dowodów na niewinność. Jednak on dziś nie rządzi, jest starszym Panem, dla mnie Symbolem. Dla mnie jest bohaterem, jak wielu innych, którzy pokazali mi, że można coś robić, choć w swojej historii mieli poważne rysy.

Panie Lechu Wałęso – bardzo Panu dziękuję za to, co Pan zrobił dla Polski.

Jest bohaterem dla mnie, dla Ciebie – nie musi. Proszę Cię tylko o jedno: jeśli dla Ciebie nie jest, powstrzymaj się od wylewania tu swoich żali.

Grzegorz Kramer

Źródło: http://grzegorzkramer.pl/bohater/

Fot. Witold Górka, zbiory Oœśrodka KARTA

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij