Beata jakiej KOD nie znał

W KOD od zawsze, ale co było przed KODem? Beata Kolis była wspaniałą i cenioną dziennikarką, u nas wspominają ją Dorota Warakomska, Anna Godzwon, Krzysztof Luft i Andrzej Potocki.

My znaliśmy ją z manifestacji, spod namiotu, z zebrań, z działalności w Stowarzyszeniu.  W ankiecie jednego z portali, napisała, że ważne dla niej są takie zagadnienia jak polityka, pomoc w czasie katastrof, pomoc humanitarna, prawa człowieka, prawa obywatelskie i akcje socjalne, ale to znamienne, że na pierwszym miejscu wymieniła  dobro dzieci i dobro zwierząt. Była wrażliwa i otwarta. I była damą w każdym calu, na szpilkach, najczęściej z pomadką na ustach, elegancka w ruchach, starannie dobierająca słowa, inteligentna i z manierami, znająca angielski, francuski, rosyjski, czeski. Wyróżniała się swoim strojem na protestach, szczególnie gdy byliśmy ubrani w kamizelki odblaskowe. Ona emanowała swoim blaskiem.

O tym, że miała za sobą wspaniałą karierę w mediach publicznych i była osobą znaną i szanowaną w środowisku dziennikarskim, wiedzieliśmy mało lub prawie nic. A przecież w Telewizji Polskiej pracowała przez 13 lat od początku w dziale politycznym w redakcji „Wiadomości”. W latach 90 była prezenterką w programie „Kawa czy herbata” i w porannym paśmie ”Wiadomości”. Jednocześnie tez była wydawca „Wiadomości”, relacjonowała prace Senatu i Sejmu oraz prowadziła transmisje z obrad parlamentu, prowadziła programy publicystyczne „na żywo”, współprowadziła „Wieczory Wyborcze”. Współtworzyła program „Muzyka i Aktualności” w Polskim Radiu, a po odejściu z mediów publicznych prowadziła szkolenia medialne dla osób publicznych i zamknięte imprezy firmowe i gale. Pracowała w także w gazetach kolorowych. Stąd tyle znajomych, którzy u nas wspominają Beatę.

Redakcja


Drobnymi, szybkimi kroczkami przemierzała korytarze, w gmachu newsów TVP na placu Powstańców. Niestrudzona Beata Kolis wspomnienie DorotaSprawozdawczyni Parlamentarna. Znała w gmachu Parlamentu wszystkich i wiedziała wszystko. Występowała nieodłącznie w duecie z Iwoną Maruszak. Dobrze się uzupełniały merytorycznie i charakterologicznie. Prowadziła transmisje z obrad Sejmu i przygotowywała relacje z Senatu. Gdy w kilku lub kilkunastominutowej pigułce opowiadała o wszystkim, co wydarzyło się w Izbie Wyższej (przygotowywała specjalny program wieczorny poświęcony senackim obradom) podziwiałam Jej cierpliwość, bo przecież wielogodzinne wystąpienia i dyskusje, nie zawsze konstruktywne ani barwne, to prawdziwe wyzwanie dla reportera. Opanowana, skupiona, uśmiechnięta, pogodna. Nawet w trudnych sytuacjach. Taką ją zapamiętam.

Dorota Warakomska


Ostatni raz rozmawialiśmy w maju przed kamerą. Pierwszy raz też przed kamerą, lecz ćwierć wieku wcześniej. I może nie w maju.

Dla politycznego debiutanta jako reporterka „Wiadomości” była wyrozumiała i życzliwa, na ucho szeptem podpowiadała, jak mam dobrze wypaść przed kamerą. Nie dlatego, że się ze mną zgadzała, po prostu taka była – pogodna i dobrze życząca ludziom. „Patrz na tę ramkę pod obiektywem, będziesz mądrzej wyglądał” – patrzę tak od wielu lat i jeśli nie wyglądam naturalnie głupio, to właśnie przez Beatę.

Piękna i mądra, nawet złościła się z uśmiechem. Także na chorobę, która ją w końcu pokonała.

Żegnaj, Beato, choć minie czas, zanim uwierzę, że to nie kolejny z Twoich facebookowych żartów. Tym razem mniej śmieszny …

Andrzej Potocki


 

Przed chwilą
Kawa w parku
Kilka żartów
Jakiś plan
Kilka słów
W telefonie
Będzie dobrze
Musi być
Za szybko
Za gwałtownie
Co teraz?
Tyle… już…

Krzysztof Luft


 

Beata. „Była” w ogóle do niej nie pasuje. Ona była, ale wszędzie tam, gdzie coś się działo, była też na Wiejskiej, kiedy się tam pojawiłam jesienią 1993 roku. Zawsze perfekcyjnie przygotowana, z papierami i ustawami pod pachą i zawsze z idealnie ułożonymi włosami! Zbliżyło nas wspólne wielogodzinne wysiadywanie w Senacie,  hektolitry wypitej kawy, roztrząsanie losów tej czy innej poprawki, pomstowanie na głosowania po nocach. Wiedziała wszystko o każdym projekcie, korzystałam z jej wiedzy nie raz. Miałyśmy podobne poczucie humoru, lubiłyśmy się, ale nigdy nie zbliżyłyśmy poza pracą. Kiedy zniknęła z Wiejskiej a ja odeszłam z dziennikarstwa, odnalazłyśmy się na facebooku. Zawsze się zastanawiałam, skąd bierze te wszystkie piękne zdjęcia, którymi okraszała swoje przemyślenia, zawsze optymistyczne, a nawet jeśli nie, to z jakimś przymrużeniem oka. Tak jak w ostatnim wpisie. Nie zrozumiałam go. Niestety.

Dwa lata temu spotkałyśmy się na Woli, na dopiero co otwartym przez prezydenta Komorowskiego cmentarzu cywilnych ofiar Powstania Warszawskiego. Odwiedzała to miejsce, bo tam także pochowani byli jej bliscy. Ja byłam w pracy, ona z synem. Uścisnęłyśmy się serdecznie, obiecując, że koniecznie jakaś kawa. Potem jeszcze na FB potwierdzałyśmy, że kawa koniecznie. Nie będzie już kawy. Do głowy mi nie przyszło, że widzę ją wtedy ostatni raz.

Beata, obawiam się, że tam, gdzie jesteś, nie ma żadnego parlamentu. W ogóle niechybnie jest spokojniej.  Pij kawę i zerkaj na nas. Kiedyś dołączymy.

Anna Godzwon

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij