Atomowe rozterki PiSu

Minister Krzysztof Tchórzewski przedstawił ambitne plany polskiej energetyki atomowej. Czyżby „druga Japonia” nad Wisłą?

Zbigniew Wolski

W sprawie budowy elektrowni atomowych w Polsce powiedziano już i napisano wiele. Oczywiście sprawa rozbija się głównie o poparcie dla samego pomysłu albo o takowego poparcia brak. Niemniej jednak co bardziej uważni czytelnicy pamiętają stanowisko obecnej partii rządzącej sprzed wyborów, wg którego mieliśmy stać spowici w obłok dymu z polskiego węgla, wydobytego rękami polskich górników. Do tego mieliśmy zapomnieć o ekstrawagancjach, takich jak energetyka jądrowa. Gdzieś w oddali sztab specjalistów budował pogląd o rzekomych niebezpieczeństwach związanych z elektrowniami atomowymi. Aby obrzydzić nam ten pomysł wyciągnięto na wierzch koszta ich powstania.

Wybory minęły, przyszła więc pora, żeby odwrócić kota ogonem. Nie bez przyczyny Ministerstwo Energii, budowane od podstaw przez Krzysztofa Tchórzewskiego, pracuje nad okiełznaniem atomu. Z tymi górnikami to w gruncie rzeczy nigdy nic nie wiadomo, a przynajmniej nie na pewno, tym samym lepiej zorganizować sobie własne poletko w energetyce. Powodów jest kilka, z tych oficjalnych należy wymienić konieczność zmniejszania emisji zanieczyszczeń do atmosfery i tu akurat nie ma co narzekać. Komisja Europejska oraz my wszyscy powinniśmy być zadowoleni.

Idąc dalej śladem powodów nagłego zwrotu w strategii energetycznej, trzeba stwierdzić, że budowa elektrowni atomowych nie należy do tanich. I to jest jednak dobra wiadomość dla tych wszystkich potulnych i spolegliwych przedsiębiorstw, mających wyśmienite relacje z resortami odpowiedzialnymi w przyszłości za ewentualne inwestycje w tym zakresie. Tu nie chodzi o jakieś drobne miliony złotych. Gramy o potężną kasę. Według Tchórzewskiego do roku 2040 za 80 miliardów złotych będziemy mieli elektrownie atomowe o mocy 4,5 GW. Dziesięć lat wcześniej ma być dostępna jedna trzecia wspomnianej mocy. W deklaracji ministra najważniejsza jest informacja, że sami będziemy w stanie sfinansować polski atom. Wygląda na to, że z przemysłem energetycznym w zakresie wartości inwestycji będzie mógł rywalizować chyba tylko przemysł obronny. Dla Misiewiczów wszelkiej maści to chleb na dziesięciolecia.

Jeśli chcielibyśmy pójść po rozum do głowy i stwierdzić, że opierając się węglu daleko nie zajedziemy, to będziemy bliscy prawdy. Jednak nie powinniśmy zapominać, że do produkcji energii można wykorzystywać źródła odnawialne. To już od dawna nie jest idea grupki zielonych aktywistów czy przedsiębiorców liczących bardziej na zapisy księgowe niż na zysk. W ostatnich latach rozwój technologii spowodował, że najbardziej korzystnym źródłem energii odnawialnej pod kątem potrzebnych inwestycji i zwrotu z nich stały się turbiny wiatrowe. Co ciekawe, w Rosji – jak wiadomo nienarzekającej na brak surowców energetycznych – powstał obecnie specjalny fundusz mający na celu wspieranie energetyki wiatrowej, który będzie zarządzał kwotą 1,7 miliarda dolarów.

Teraz przed ministrem Tchórzewskim stoi dogranie szczegółów naszej polityki energetycznej. Musi też przekonać wszystkich swoich partyjnych kolegów, że jego pomysł jest dobry. Ponoć droga do tego jeszcze daleka. Tym niemniej, może okazać się, że elektrownie atomowe i nowe megalotnisko, to konie pociągowe rządowego pomysłu na finansowanie poparcia w przemyśle i w finansach.

Zbigniew Wolski

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij