Afera z „pasztetem naczelnej”

Dziennikarze TVPiS przerośli swego mistrza Jerzego Urbana! Ale to chyba kwestia ciśnienia. Z mojego pasztetu zrobili oręże przeciwko opozycji.

Katarzyna Wyszomierska

Jako dorastająca nastolatka „trafiłam” na stan wojenny i potem walkę z podziemiem, która w wydaniu telewizyjnym miała na celu dyskredytację ludzi „Solidarności” w oczach publiki. Co innego od rodziców słyszałam w domu, a co innego pokazywały media „narodowe” (jak dziś powiedzielibyśmy). A to Wałęsa wziął kasę, a to „frasyniuki” i „borusewicze” napadali na banki, a to Reagan jest winien, że z jednego „ha” spada na łeb i szyję … Niedawno pokazywany film „8o milionów” zawiera scenę opisującą schemat ataków medialnych na opozycjonistów. A poważnie: największy osobisty żal do komuny mam za podważenie zaufania do moich rodziców; dla dziecka to straszne, jak ktoś tłumaczy, że rodzice nie mają racji upierając się przy jakiś wartościach (w tym wypadku przy „Solidarności”). I oczywiście; po latach wiem, że to moi rodzice mieli rację, a nie panowie w mundurach ze szklanego okienka, którzy sączyli jad.

Nie sądziłam, że będę musiała przeżyć to powtórnie i to z drugiej strony. Drugoplanowymi bohaterami afery z „pasztetem naczelnej” są moje dzieci, nie rozumiejące, jak działa propaganda i jak można ludzi opluwać.

A zaczęło się jak co roku, na chwilę przed Wigilią. Wraz z moimi dwiema córkami i synem zrobiliśmy pasztet. Tradycja rodzinna nakazuje, że raz każde dziecko mieli mięso z dodatkami, więc każde dołożyło swoją cząstkę pracy. Koło godziny 14 w Wigilię wyrwałam się na chwilę z domu (dla gospodyni domowej jest to jednak spory problem zniknąć w tak gorącym okresie) i pojechałam na Wiejską. Przekazałam pasztet zapakowany w przezroczystą folię i przyozdobiony gałązką choinki. Dorzuciłam swoją wizytówkę, na której napisałam 2-3 słowa. Taki ludzki gest. W naszym gronie, gronie znajomych z małej podwarszawskiej miejscowości, to normalne wymieniać się własnoręcznie zrobionymi nalewkami czy jedzeniem. Ale w państwie PiS nic nie jest normalne!

Jak się okazało „pasztet naczelnej” zrobił medialną furorę. O tym pasztecie będą uczyły się nasze dzieci, bo tym pasztetem i opłatkiem dokonujemy puczu, rewolty i wojny domowej! Tak pokazała telewizja narodowa, a wtórowały jej „wPolityce” i Telewizja „Republika” (nie daję linków, żeby nie przysparzać im popularności). Na dodatek zarzucając posłom opozycji, że je pasztet mięsny w Wigilię, choć mógłby to być pasztet wegetariański. Jarosław Olechowski, który przygotował materiał dla „Wiadomości”, nie zrobił przedtem researchu. Swoją drogą, współczuję mu, bo trzeba mieć naprawdę zacięcie albo kochać tę robotę, żeby dla głównego dziennika w prawie 40-milionowym kraju robić materiał o pasztecie, ale widocznie o niczym innym mu nie pozwalają. Jest zlecenie na dowalenie pasztetem opozycji, to dowalamy!

Afera z "Pasztetem naczelnej"
Fot. Joanna Schmidt

A na dodatek TVP robi z tego newsa, że „jak to pasztet na Wigilii?” zapominając, że od dekady nikt nie nakazuje, tylko najwyżej zaleca katolikom post. Wiem, bo sama jestem ortodoksyjną katoliczką, która pości nie tylko w ten dzień, ale i Środę Popielcową. Ponad dekadę temu KK zniósł w tym dniu ograniczenie w spożywaniu mięsa, choć w Polsce zaleca nadal tę tradycję. Ale dziennikarz po opozycji „jechał w ten deseń” jak powiedzieliby w mojej dawnej redakcji (uprzedzę śledczych z TVPiS, że pracowałam w „Ekspresie Wieczornym”).

Zanim dadzą kolejny materiał-pasztet informuję, że prezent był mniejszej wartości niż 200 zł, choć po tym materiale dwa pasztety w mojej zamrażarce przekroczyły wartość markowej torebki i podatek mógłby się należeć. Wyręczając niefachowych dziennikarzy przytoczę opinię doświadczonego księgowego, że jeżeli pasztet został zjedzony przez kilku posłów, a nie jednego (a tak zapewne było), „to wówczas wartość pojedynczego elementu darowizny, może nie podlegać opodatkowaniu”.

Uprzedzę też kolejny „demaskatorski” materiał, na który na pewno zostaną narażeni widzowie „Wiadomości”, że to ja dwukrotnie rozdawałam zupę przed sejmem. Zupę (w tym wypadku tajską i krupnik) też zakwalifikują jako broń masowego rażenia. Tylko dzieciom muszę wytłumaczyć, dlaczego matkę im opluwają.

Na dowód, że to mój pasztet, dołączyłam w poście na Facebooku zdjęcie mojej firmowej wizytówki; znów zaznaczę, że za wizytówki zapłaciłam z własnych pieniędzy, a zespół portalu prowadzę na pełen etat od roku „za darmochę”. Domyślam się jednak, że usłyszę z ust „choleckopodobnych”, że oderwana od koryta jestem, komunistka i złodziejka, bo już ktoś napisał mi, że za pieniądze zagraniczne ten pasztet i w ogóle …

A jak ktoś chce przepis na pasztet, z chęcią podam. Także dziennikarzom „Wiadomości”. Mój lepszy niż wasz. Choć przepis podobny, bo z resztek, odpadów, tak jak robicie materiały (np. jedno zdanie prezydenta Komorowskiego pokazujecie w 5 różnych materiałach, dlatego, że nie macie argumentów, a w telewizji są braki kadrowe i umysłowe). Moim nauczyciele zawodu w grobie przekręcają się, a ci żywi, ze śmiechu poskręcali się. Także ci z Radia „Solidarność”, w którym zaczynałam.

Przepis na „pasztet naczelnej”:

Zbierać resztki z obiadu, gorszego sortu nawet, nieważne, i trzymać z zamrażarce, bo „na psa kij zawsze się znajdzie”. Przed emisją … sorry gotowaniem, odmrozić i dodać czegoś świeżego, żeby uprawomocnić donos … znaczy pasztet … Dodać pieprznych przypraw (jakieś insynuacje, pomówienia, wywlec spawy rodzinne a najlepiej nałogi) i zamieszać, a potem upiec …

Donos na siebie zakończę słowami z genialnego Wajdy (zwłaszcza, że pani Krystyna Janda udostępniła mój post na Facebooku) „on się miał zamachnąć na mnie, a ja na niego, tak było ustalone” i dalej „nasze organizacje były pokrewne; oni mieli się zamachnąć na jakiegoś przodownika, myśmy mieli zamachnąć się na jakiegoś przodownika, to żeśmy uradzili, że po co daleko szukać, on przodownik, ja przodownik, to załatwimy to w rodzinie.”

Zakończę „Proszę Wysokiego Sądu, każdy wróg jest kłamliwy, a ja to już strasznie!”

Katarzyna Wyszomierska

PS. Nie wiem komu podziękować za reklamę portalu, ale W IMIENIU ZESPOŁU PORTAL SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.

PS.PS. Tekst dedykuję znajomym, którzy głosowali na PiS i którzy twierdzą, że „nisko upadłam” (przyznam, że leżąc na dnie słyszę pukanie od dołu od Holeckiej, Ziemca i Olechowskiego).

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij