A mury niech runą!

Drugi, polemiczny tekst dotyczący sobotniego maratonu wyborczego, a właściwie jednego z głosowań. „Murarze”, jak pokazuje zdjęcie, to ludzie, który jak mur … stoją za KOD i to jest najważniejsze. 

Wkładamy „kij w mrowisko” post factum, żeby pokazać nie kulisy głosowań i przedwyborczych karesów,  raczej to, co zostało po wyborach. Ciekawe, ile osób nie czuje się ani „murarzem” czy „fakturowcem”, a tym bardziej „grabarzem”. Tak jak poprzedni tekst (list „Do przyjaciół murarzy.”), jest bardzo szczery, ale co najważniejsze rzeczowy i nie napastliwy. Różnimy się pięknie i o to chodzi. Czekamy teraz na Wasze teksty dotyczące przyszłości KOD. Redakcja

Mai Kubiak-Ho-Chi vel Mai Kryptonimska

Obudziłam się w niedzielę po dwóch godzinach niespokojnego snu. Ogłoszone zaledwie kilka godzin wcześniej wyniki wyborów smakowały odpowiedzialnością i zmęczeniem. Przez następne dni czytałam o wrażeniach, emocjach i rozczarowaniach wielu KODerów. Czytałam o zdyscyplinowanym elektoracie, za pomocą którego „zwycięzcy” zrealizowali swój plan. Czytałam o pogłębianych podziałach i zawłaszczanych hasłach; czytałam o jednym i wyłącznym nurcie, o „Murarzach”, klakierach i poplecznikach Mateusza Kijowskiego, którzy wzięli wszystko. I przeraziłam się tą utkaną nićmi żalu iluzją. Tak nie może być. Pora odkłamać rzeczywistość. Pora na powrót ukształtować to, co zniekształcone; pora scalić to, co podzielone; odnaleźć to, co zagubione.

Czuję się współwinna zaistniałego absmaku powyborczego wielu KODerów. Współwinna, gdyż współuczestniczyłam w pracach i kampanii komitetu wyborczego „KOD to My!”. Kiedy to na prawach każdej demokratycznej kampanii i wyborczej konkurencji dotknęło nas wiele przekłamań i niesłusznych kategoryzacji, a wybuchy euforii przy ogłaszaniu wyników tylko utwierdzały zwolenników komitetu „Przyszłość KOD Mazowsze” w ich oburzeniu. Odkłamuję zatem.

Sztab wyborczy „KOD to My” nie składał się w żadnym razie z samych „Murarzy” – a z KODerów o całym przekroju poglądów na temat przywództwa i przyszłości ruchu, czego najlepszym dowodem był brak popierania i promowania przez komitet jakiegokolwiek kandydata na Przewodniczącego, a na liście do Zarządu znalazł się wręcz stanowczy krytyk Mateusza, Marcin Skubiszewski.

Do żadnego z organów Regionu nie został wybrany żaden „murarz” – jestem bardziej niż przekonana, że wszyscy nastawieni jesteśmy na ciężką pracę opartą na podejściu pojednawczym, dyscyplinującym, naprawczym i zapobiegawczym. Nie „muruje” żaden z Delegatów, Rewidentów czy Sędziów; nie „muruje” nikt z Zarządu, a Mateusz Kijowski na pewno nie zgłosił z sali dodatkowo dwóch wspaniałych i kompetentnych merytorycznie kobiet, by mu przyklaskiwały – lecz właśnie po to, by wytykały możliwe pomyłki i nie dopuszczały do ich popełniania.

I choć nie wszyscy KODerzy z naszej listy zostali wybrani, szczerze się cieszę, mogąc być w zespole Delegatów z Kingą Łozińską, Jędrkiem Ochremiakiem, Andrzejem Trzeciakowskim i Janem Reyem; ośmielę się wręcz stwierdzić, że czuję się zaszczycona. Cieszę się, że do Sądu Koleżeńskiego swoje zdolności mediacyjne i poczucie sprawiedliwości wniosą Weronika Szemińska i Artur Stachurski; że swoją wiedzą w Komisji Rewizyjnej podzieli się Leszek Grelak; że swoją energią i profesjonalizmem podzieli się z innymi członkami Zarządu Magda Roehrig. I choć większość z nich znam jedynie z widzenia, to po czytanych od roku wypowiedziach i obserwowanej pracy dla KODu podziwiam ich i szanuję. Co jest najlepszym dowodem na to, że dwa powstałe komitety wyborcze naprawdę nie różniły się i nie różnią od siebie tak bardzo, tym bardziej, że miały kilku bardzo wartościowych „wspólnych” kandydatów.

Wybuchy radości i okrzyki szczęścia przy ogłaszaniu wyników? KOD skarży się na brak w swoich szeregach ludzi młodych. Tymczasem całą kampanię „KOD to My!” niczym lokomotywa ciągnął za sobą zgrany zespół w większości młodych osób, które podczas tygodni ciężkiej pracy zwyczajnie bardzo się ze sobą zżyły – czy przyzwoitość każe odbierać im (nam) prawo do entuzjastycznego, spontanicznego wyrażania radości ze wspólnie wypracowanego sukcesu wyborczego przyjaciół? Tym bardziej, że tu sukces nie oznacza żadnej wygranej, gdyż nie ma tu „wygranych” ani „przegranych” – są jedynie WYBRANI, z całym poczuciem odpowiedzialności za otrzymane zaufanie i ogrom czekającej ich (nas) pracy. 

Kampania wyborcza i wybory zakończone. „KOD to My!” – niech przestanie być już hasłem rozpoznawczym jednego z konkurujących ze sobą komitetów, choć naszą intencją nigdy nie było jego zawłaszczenie. Bo KOD to my, to my wszyscy, z pluralizmem naszych poglądów i osądów, bogactwem naszych pomysłów i różnorodnością koncepcji, gdzie wybrana większość z szacunkiem będzie się wsłuchiwać w głos mniejszości – w naszym kochanym KODzie, w którym jest miejsce dla nas wszystkich, tak jak „(…) chcemy, żeby w Polsce było miejsce dla wszystkich Polaków, równych wobec prawa, z ich przekonaniami, opiniami, etyką i estetyką” (czy pamiętasz KODzie? czy pamiętasz swój Manifest?).

Zaprzestańmy więc powyborczych utarczek i chodźmy na powrót ramię w ramię bronić wartości demokratycznych i odzyskiwać je; zacznijmy realizować nasze założenia programowe, edukacyjne i strategiczne; wyjdźmy na powrót na ulice, obrońmy Lecha Wałęsę, samorządy i sądownictwo, tak w Warszawie jak i poza nią. Nikt we władzach Regionu nie „muruje” – murują jedynie pozory, stereotypy i resentymenty, stawiając między nami mury, których być nie powinno; mury, które nigdy nie powinny były powstać, które wzniesione zostały przez miesiące przykrych zdarzeń, kłótni i zaniechań. Niechaj więc te mury runą. „I pogrzebią stary świat.”

Mai Kubiak-Ho-Chi vel Mai Kryptonimska

 

 

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij