3 tysiące km braku nadziei

Efekt ponad 60 lat wprowadzania „dobrych zmian” na Kubie widać było już od na lotnisku w rajskim Cayo Coco, regionie turystycznym. Co grozi nam, gdy orędownicy „dobrych zmian” położą łapę na wszystkim?

 Anna Dysińska

Kuba powitała mnie deszczem i zarekwirowaniem jedzenia, które miałam w plecaku. Argument, że jest to specjalistyczne pożywienie potrzebne mi jako osobie chorej, na urzędniku w mundurze na lotnisku nie zrobił żadnego wrażenia. Na szczęście w bagażu głównym miałam „żelazny” zapas. I zrozumiałam, że będzie inaczej niż w Maroku, Tajlandii, Katarze czy Tanzanii, nie mówiąc o krajach europejskich, które do tej pory zwiedziłam. I na zakończenie podróży także na lotnisku przeszłam bardzo szczegółową kontrolę na narkotyki. Nie wiązałam tego z zaginięciem w trasie białych tabletek w małym pudełku, ale po rozmowie z Andrzejem Potockim, który Kubę odwiedził w latach osiemdziesiątych i miał kontakt z opozycją, stwierdziłam, że państwo policyjne interesowało się mną bardziej, niż powinno. „Spotkanie z opozycjonistą »zaowocowało« zamknięciem mnie w areszcie hotelowym na 3 dni i nie pomogła załatwiona przez przyjaciół akredytacja na festiwal filmowy i interwencja ambasady” – śmieje się Andrzej.  Kubę opuściłam na 6 dni przed śmiercią „wiecznego” Fidela Castro, po przebyciu prawie 3 tysięcy km (loty wewnętrzne i autobusy) i po kilkunastu dniach smakowania życia przeciętnego Kubańczyka.

3 tysiące km braku nadziei
Hawana – Molecon – promenada – im bliżej centrum tym nieco lepszy stan budynków – ten leży w połowie drogi do centrum. Fot. AD

„Black Friday”?

Śmierć „Comandante en Jefe” (wódz naczelny) nastąpiła w „czarny czwartek (ironia losu, że zatwardziały komunista umarł w święto konsumpcyjnego kapitalizmu). Jakim trzeba być człowiekiem, aby z powodu śmierci inni ludzie wylegli o 5 nad ranem na ulice miast, śmiejąc się, śpiewając, trąbiąc  i tłukąc w garnki? Podobnie jak kibice Legii czy Cracovii po zwycięstwie, uciekinierzy z Kuby na ulicach m.in. Miami wyrażali swoją radość z zakończenia ziemskiego żywota Fidela Castro. Nie dowiemy się jaka naprawdę była reakcja mieszkańców wyspy, bo kubańska telewizja reżimowa pokaże zapewne („śnieżąc” zresztą) płacz, długie przemówienia, flagi spuszczone do połowy. Podczas całej wyprawy na Kubę, oglądając biedę, kolejki, puste sklepy, zastanawiałam się, za co Kubańczycy dziękują Castro. Obecne wszędzie napisy motywujące, podziękowania, cytaty z jednego i drugiego Castro czy z Guevary, zapewnienia o jedności narodu z partią (i w drugą stronę) oraz „śmierć albo rewolucja” kazały się zastanowić, jak bardzo zdewastowane są umysły wyspiarzy, że jeszcze za ten „raj” dziękują. Inwigilacja na każdym kroku: spisywanie paszportów, podpisywanie się każdego dnia w miejscach noclegowych, kradzież tabletek nasennych, bo to może narkotyk, zarekwirowanie specjalnej żywności, naciąganie turystów przez państwo i obywateli dotknęły każdego z grupy, z którą podróżowałam.

3 tysiące km braku nadziei
Fot. AD

Ale ci, którzy tam mieszkają, mają większe problemy. Kolejki, inna waluta dla turystów,  inna dla mieszkańców, kłopoty z internetem i transportem, niemal puste sklepy dla jednych, i w miarę dobrze zaopatrzone dla innych, brak nowoczesnego przemysłu,kilka służb mundurowych (jedni pilnują drugich), indoktrynacja… Może dlatego Kubańczycy sporo piją. Do zdmuchniętego przez Matthew Baracoa (dojechaliśmy tam zamiast dolecieć, bo zwiało tam lotnisko) przyjechała ekipa naprawcza- pierwsze co zrobili, to zawiesili hasła motywujące (między kanionem flagę z napisem „Vivat Raul”, a na domku‒led  „Vivat Fidel” (nie pomogło jak widać). Cała wyspa z brakiem nadziei na polepszenie bytu swojego i kolejnego pokolenia… Rozmowy z gospodarzami noclegów o tym, jak wygląda Polska i co jest w sklepach. Narzekanie kolejnego kierowcy taksówki, że musi pracować, wożąc turystów, zamiast pracować jako inżynier-programista, nauczyciel matematyki, chemik… Szokujący widok lodówki zapełnionej do połowy jajkami (akurat rzucili do sklepu) kazał się zastanowić jak daleko Polska „odjechała” w tym wyścigu. I co nam grozi, kiedy populista dochodzi do władzy.

3 tysiące km braku nadziei
Baracoa – po przejściu tajfunu Mathew przyjechały służby i … postawiły barak ozdobiony napisem „Niech żyje Castro”. Fot. AD

Wynalazca i orędownik „dobrej zmiany”

Castro wziął się z biedy, niezgody na hiszpańską i amerykańską dominację, z poniżenia, chęci „wstania z kolan” czy ochoty na „dobrą zmianę”. Popędzeni zostali amerykańscy imperialiści z konsumpcyjnym stylem życia. Rewolucjoniści ruszyli na koszary, a potem banki, hotele, kasyna, przemysł a wkrótce na umysły obywateli i ich prawa z okrzykiem „Hasta la victoria sempre! („Do zwycięstwa aż po kres!). Atak 26 lipca 1953 roku stał się świętem narodowym Kuby (przecież nie mogłam tam nie pojechać, skoro urodziny mam dzień później).Przywódca (wychowanek kolegium jezuitów w Hawanie) realizował program bardzo rewolucyjny i bardzo socjalistyczny.

Absolwent Wydziału Prawa na Uniwersytecie Hawańskim wielokrotnie łamał prawo. Nie widział problemu z obsadzaniem stanowisk ludźmi niekompetentnymi, ale wiernymi (podobno prawdziwa jest historia Che Guevary, lekarza z wykształcenia, który na pytanie podczas plenum „Kto jest komunistą?” podniósł rękę i został ministrem finansów, a także prezesem banku centralnego, gdy w rzeczywistości Castro zapytał „Kto jest finansistą?”).I ponad pół wieku reform dało zaszczytne ostatnie miejsce na liście państw, w których zarabia się najmniej (25,05 dol./osobę na Kubie, podczas gdy w  Gambii – 39,37, na Samoa – 63,82, w Nepalu – 166,49).

Zwolennicy Fidela chwalili go jako człowieka, który chciał dobrze, miał plany ulżenia biednym i pokrzywdzonym… Jego przeciwnicy oskarżali go ognębienie opozycji i zniszczenie gospodarki państwa.

Naprawdę, trzeba mieć sporo złej woli, aby nie dostrzec podobieństw między Kubą a Polską, między Castro a Kaczyńskim (nawet wykształcenie podobne) we wprowadzaniu „dobrych zmian”. Kubańczykom zabrakło prof. Bartoszewskiego, który powiedział kiedyś: „Nie można wierzyć frustratom i dewiantom politycznym, którzy swoje kompleksy odreagowują na narodzie”.

Baracoa - po przejściu tajfunu Mathew przyjechały służby i ... postawiły barak ozdobiony napisem „Niech żyje Castro”
Fot. AD

Co dalej, Kubo?

Śmierć Fidela Castro może zmienić wszystko i może nic nie zmienić. Marazm i apatia obywateli w świecie nieprzestrzegania praw człowieka nie dają nadziei na potrzebne zmiany. Zobaczyłam życie ludzi skażonych komunizmem i ich zdewastowany świat, i jestem pełna obaw o przyszłość tego państwa. Przerażające jest to, że w porównaniu z Zanzibarem, gdzie ludzie wychodzą z ogromnej  biedy, Kubańczycy zniszczyli i zdewastowali przebogaty kraj i chyba to było najstraszniejsze ‒ ten smutny kontrast. „Polska w ruinie” może stać się rzeczywistością, jeśli naród uwierzy w populizm.

 Anna Dysińska

3 tysiące km braku nadziei
Turyści często nie oglądają prawdziwej Kuby – wystarczy im 5-6 gwiazdkowy resort. Fot. AD
Baracoa - po przejściu tajfunu Mathew przyjechały służby i ... postawiły barak ozdobiony napisem „Niech żyje Castro”
Fot. AD

Dodaj komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookies więcej informacj

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

zamknij